Netflix i film Oszust z Tindera

Ja nie w żadnym wypadku nie chcę oceniać bohaterek, ale powiem szczerze, że skłonił mnie ten film do przemyśleń. Jakiś czas temu pisałam post o oszustwach w necie na portalach randkowych na prośbę koleżanki, ale po obejrzeniu tego filmu uznałam, że warto wrócić do tematu.

Dziś zastanawiam się czy my kobiety jesteśmy naprawdę takie naiwne? Czy tak łatwo nas oszukać? Wystarczy kilka miłych słówek, kilka gestów i już jesteśmy tak zakochane, że zdrowy rozsądek nam się wyłącza?  Wiem rozumiem, że miłość jest ślepa i ma różowe okulary…, ale serio bez przesady.

W gruncie rzeczy wydaje mi się, że ja bym nie dala się wkręcić na pożyczanie kasy, a tym bardziej na zaciąganie pożyczek, czy branie kredytów dla mężczyzny, z którym nie byłabym po ślubie. A po ślubie tez raczej w długi nie chciałabym się pchać. Dziś mogę mieć dobrą pracę itd. Lecz jutro karta może się odwrócić. A on udawał bardzo bogatego , który miał swoją ochronę i w ogóle. Gościu z diamentowej rodziny…  . Który pisze do swojej kobiety, że jest w niebezpieczeństwie i aby opłacała jego podróże biznesowe, bo nie daje rady jego ochrona go ochronić. Miałabym opłacać jego całą ekipę? Nie raczej bym nie poszła na to i jeszcze zaciągać kredyty na ten poczet. A przecież miał bardzo bogatą i wpływową rodzinę, która nie mogła mu pomóc, ani zapewnić mu bezpieczeństwa? Hallo zapaliłoby się już tuzin czerwonych lampek w mojej głowie. W dodatku, jeśli koleś, który lata po całym świecie…i ma na wszystko czas, a nie miałby dla mnie czasu? Tylko pisanie tiru riru na whats app i ja miałabym płacić jego rachunki? W życiu!!!

Kwestia przyjaźni. Jeśli pisze się, a nawet intensywnie przez pewien czas i spędzam z nim wakacje dobrze bawiąc się, to czy już oznacza, że jest moim przyjacielem? Może wydam się staroświecka, ale dla mnie abym kogoś nazwała przyjacielem, to trzeba czegoś więcej niż wspólne wakacje. Jeśli już znajomy prosi o pożyczkę, i jeślibym mogła pozwolić sobie na, to aby pożyczyć, to takie pieniążki z którymi liczyłabym się, że mogę już ich nie odzyskać. No, ale aby brać kredyty, aby jemu pożyczyć? Nie no po prostu nie. Znajomemu, którego znam krótko i który jest taki bogaty… hmm. Nie w kredyty bym nie szła, nawet jeśliby mnie zapewniał, że za chwilę mnie spłaci. Wzbudził gościu w tych kobietach ogromne zaufanie, a może zgubiła je właśnie naiwność. Rozumiem chęć pomocy i zakochanie. No ale aż tak, że nie obudził się zdrowy rozsądek, gdzie w tym zaciąganiu kredytów w bankach była ciągłość, ponieważ on musiał fruwać tu i tam Jeśli już ktoś decyduje komuś opłacać rachunki czy podróż, to raz, a nie przez miesiąc czy dłużej non stop i zaporzyczać sie w dodatku, w dziewięciu bankach.

Naprawdę bardzo współczuję tym kobietom, ponieważ jedna długi będzie spłacać do końca życia i raczej życia jej nie starczy, aby się wypłacić. Przyjaciółka też spłaca. A gościu po krótkiej odsiadce hula znowu w necie pod trochę inną przykrywką i dalej naciąga kobiety.

A on? Gdzie jego sumienie? Zniszczył życie wielu osobom i zero skrupułów. Liczy się dla niego tylko wygodne życie w luksusach. Czy aż tak można prześlizgać się przez życie kosztem i na krzywdzie innych? Kiedyś nie będzie taki atrakcyjny i jego czar pryśnie. Czy on jest zdolny do miłości i ustatkowania się Myślę, że nie.  No ale pewnie jak już inne metody ślizgania skończą się, przyklei się na poważnie do jakiejś bogatej kobiety ( a na boku będzie szalał ),aby zabezpieczyć sobie starość.

Każda kobieta chce być szanowana, doceniana, kochana, ale nie kosztem naiwności. Szanujmy się i nie dajmy się wkręcać w jakieś dziwne znajomości, które na początku mogą okazać się bajkowe. Dziś naprawdę nie ma książąt na białym koniu, a jeśli znajdzie się taki książę, który po krótkiej znajomości prosi o pieniądze, to tylko kopala w pupala dać takiemu i niech leci w kosmos próbować szczęścia gdzie indziej. I kobietki uważajcie na te znajomości internetowe. Wiem, że pandemia, pęd życia, i dobrze jest z kimś poklikać w sieci. Bądźcie ostrożne, bo świrów jest pełno, oszustów, naciągaczy, psychopatów i innych. Wyguglowanie kogoś to nie wszystko, aby kogoś sprawdzić, że jest wiarygodny. Ten film dobrze, to pokazuje. Uważajcie na siebie. Życzę wszystkim kobietkom, aby ten film był przestrogą i abyście były zawsze czujne. I aby włączały się Wam czerwone lampki, jeśli coś w znajomościach internetowych będzie niepokojącego.

Bo życie, to nie bajka…

No maleńka dość tego użalania  się nad sobą czy ponurych myśli,  głowa do góry trzeba iść dalej. Życie to nie bajka , więc czas podnieść swoje cztery litery i iść dalej. Ten rok nie był dla Ciebie łatwy, a tak naprawdę dla kogo był? No, ale nie powiesz mi, że nie było w nich też dobrych momentów. A i owszem były, były…, i może tego się trzymajmy co.


 Czasu nie cofniesz , w brodę nie ma co sobie pluć. Mleko się rozlało i kijem Wisły nie zawrócisz . Wiesz dobrze, że oglądając się w przeszłość, stoimy w miejscu, a nawet zaczynasz robić trzy kroki  wstecz,  a na to pozwolić sobie nie możesz. Zawsze pomimo trudności patrzyłaś w przód, i dalej tak rób. To nie czas,  aby sobie robić wyrzuty, że można było inaczej , to może nie zadziało by się jak się zadziało . Trudno , widocznie nie dla psa kiełbasa. Pogódź się z tym, zaakceptuj rzeczywistość.  Nie myśl już,  to nic nie da, bo już jest po ptakach.


Przecież wiesz o tym, że życie jest zaskakujące i być może pisze dla Ciebie jeszcze dobry scenariusz, taki z happy endem, a nie szarym zakończeniem. Jeszcze się wszystko może zdarzyć gdy głowa pełna marzeń. Serio. A Ty masz jeszcze marzenia. Życie przecież nie może składać się z walki z wiatrakami i walić wiecznie prawym sierpowym. Wiem jesteś poobijana, lecz życie jeszcze pomaluje Twój Świat na żółto, i na niebiesko. Tak więc wstań, wypij za błędy i zostaw je za sobą , wyciągnij wnioski, naukę i idź do przodu. Bo życie jeszcze nie raz Cię zaskoczy raz negatywnie, a raz pozytywnie.  Czas ruszyć w kolejną podróż i dostrzegać, te małe dobre rzeczy jakie na Ciebie czekają. Czas podnieść się z desek i zacząć następną życiową rundę.  A przeszłość zostawić za sobą, trudno tak musiało być…. A więc co ? Łapiemy wiatr w żagle,  kręcimy kabestanem i płyniemy na kolejny nieznany ląd,  biorąc to, co oferuje nam życie…i ciesząc się z tych małych rzeczy.😘 Czas otrzepać z ubrań stary kurz, i iść w stronę słońca, łapać kolejny pociąg, a potem kopać tyłek przeciwnościom, trudnościom, samotności która może, i by chciała zastukać do drzwi, i nieszczęśliwym miłościom, i innym troskom…. , tak więć pamietaj, że zawsze po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…


 

Słabo słabo

Wooow przed chwilą był Styczeń i jakieś nadzieję, że może nowy rok przyniesie coś lepszego, jakieś zmiany, że świat w końcu poradzi sobie w jakiś sposób z pandemią. A tu mamy Kwiecień i okazuje się, że jest chyba gorzej jak było na początku. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Kolejny rok i nic się nie zmieniło, jesteśmy zamknięci. Niby możemy wyjść z domu, iść na zakupy, ale mocno ograniczeni. A przyszłość tak naprawdę stoi pod znakiem zapytania, wszystko jest takie niepewne, kruche. Nie można nic zaplanować będąc pewnym, że to na pewno klapnie.

Jednym ta sytuacja, w której tkwimy jest na rękę lub pasuje, bo jest tak po prostu wygodnie, a innym nie. Ja osobiście muszę powiedzieć, że pomimo tego, że radzę sobie z tym wszystkim jakoś, to gdzieś w głębi duszy mam tego serdecznie dość. Naprawdę. Od jakiegoś czasu przestałam oglądać wiadomości, bo ile można słuchać wciąż tego samego covid i covid. Zachorowalność wzrasta, śmierć i kolejne mutacje, gdzie jedna bardziej niebezpieczna od drugiej. Słuchając tego wszystkiego albo włos się na głowie jeży, plus jakieś inne niepozytywne wiadomości i można dosłownie zwariować. Może wkrótce człowiek będzie się bał własnego cienia, nie mówiąc już o spotkaniu face to face z drugim człowiekiem.  O ludzie, ale już tak jest, serio.

A jak się na nas wszystkich odbija ta sytuacja? Odpowiedź jest bardzo prosta, ogólnie źle.  Oczywiście jedni są silniejsi inni słabsi, czy psychicznie, emocjonalnie, fizycznie. Trzymamy się w tej szarej rzeczywistości lepiej lub gorzej, ale pandemia nie wpływa na nas wszystkich dobrze. I to jest smutny fakt. Tutaj w Niemczech mamy od jakiegoś dłuższego czasu lockdown. Niby funkcjonujemy normalnie, ale nie do końca…. Owszem spotykamy się online, rozmawiamy przez telefon, lecz to nigdy nie zastąpi spotkań. Pomimo, że jesteśmy w kontakcie tęsknimy za swoimi bliskimi, przyjaciółmi, znajomymi. Niby widzimy się przez kamerkę, ale to nie to samo jak wspólne wypicie kawy w realu. Żyjemy w świecie wirtualnym. Słabe to jest jednym słowem. Z drugiej strony dobrze, że technika jest na takim poziomie jakim jest, bo co to by było, gdyby taka sytuacja dopadła nas dwadzieścia lat temu? Strach pomyśleć. Już w ogóle byłaby kaplica.

Mimo wszystko po roku siedzenia w domu, muszę powiedzieć, że czuje się źle. A przecież mam kontakt z rodzicami, z przyjaciółkami, ze znajomymi, uczestniczę w różnych konferencjach np.: przez ZOOM. Lecz to wszystko, to nie to. Tęsknie za wyjazdem w góry, za mazurami, za miłym spędzeniem czasu przy stole w miłym gronie. Za wypadem do Restauracji, za pograniem w piłkę z fajną ekipą, kinem i wieloma innymi rzeczami, bez których przecież można się obejść. Mam tylko nadzieję, że w Lato sytuacja się troszkę uspokoi i będę mogła odwiedzić rodziców, popłynąć w rejs jachtem i odetchnąć poczuć przez chwilę chociaż namiastkę tej normalności. Bo taki wypad dodaje sił, aby przeżyć kolejny zły czas.  Pamiętam jak przyjaciółka mi powiedziała na początku tego wszystkiego, że chyba już nie wrócimy do normalności, że już nigdy nie będzie tak jak przed pandemią. Wtedy wzięłam jej słowa lekko. A co ona mówi w ogóle? A dziś jej słowa dają mi do myślenia …, mogła mieć racje. W tym systemie rzeczy możemy już nie wrócić do normalności, choć pewnie w końcu wrócimy do tego czasu, kiedy będziemy mogli zdjąć maski. A co z naszą psychiką?

My może jakoś się ogarniemy, ale młodzi ludzie – nie oszukujmy się będą mieli ciężko, nie wspomnę już o dzieciach. Każdy rok pandemii, to stracony rok i to dla nas wszystkich. Stracone relacje między ludzkie, zatracone znajomości, rozpad związków, online ciężko coś zbudować i utrzymać,  też stracone nadzieję. Był to rok spustoszeń w każdej dziedzinie życia. A ile jeszcze jesteśmy w stanie wytrzymać? Czy już jesteśmy na granicy wytrzymałości, czy jeszcze nie?

Im dłużej to będzie trwać będzie coraz gorzej. I nie chodzi tu o to, że Agata usiadła, aby dodać kolejny wpis na bloga i ma kiepski humor, widzi wszystko w czarnych barwach. Nie, nie…, ale taka prawda, szkolnictwo ledwo się trzyma, sfera medyczna ledwo zipie. Wszelkie choroby są pociągane pod wirusa, a co mają powiedzieć te osoby, które naprawdę potrzebują pomocy? Dostaniesz zawał czy atak wyrostka robaczkowego w Polsce i po tobie, bo pacjenta żaden szpital nie przyjmie, bo wirus, bo nie ma miejsc. W Niemczech też szpitale ledwo dają radę. Strach zachorować na cokolwiek.  Urzędowe sprawy też aby coś załatwić, to ohoho chyba trzeba mieć więcej szczęścia niż rozumu. Na każdym kroku, gdzie by nie spojrzeć są utrudnienia. Co ma powiedzieć branża hotelarska, gastronomiczna, kosmetyczna itd.…, wszędzie problemy. Więc nie mam złego humoru, po prostu taka jest rzeczywistość. I nie dziwie się temu, że coraz więcej osób popada w depresje, ma myśli samobójcze, ludzie są zrezygnowani i buntują się na to wszystko. Ja akurat jestem osobą silną, która pokonuje problemy, przeskakuje poprzeczki życiowe. Lecz niestety muszę przyznać, że już mi samej coraz trudniej ogarniać to co się dzieje dookoła. Na pewno działa to na mnie przytłaczająco. No, ale mam nadzieję na lepszą przyszłość…

 No cóż życzę sobie i wszystkim czytelnikom wytrwałości, sił, aby każdy z nas mógł na chwile odetchnąć od tej jakże smutnej rzeczywistości, jak i zdrowia

 Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę żyć w czasach pandemii, zarazy nie uwierzyłabym …

Trudny rok

Pewnie wszyscy możemy powiedzieć, że ten rok był dla nas trudny. 

Tak jeszcze się nie skończył, ale był, to dla mnie dziwny rok. Może trochę go podsumujmy. 

Zaczął się całkiem normalnie jak każdy inny. Ja witałam go na Mazurach , w gronie najbliższych mi osób. Zawsze mam nadzieję, że kolejny rok wniesie coś lepszego , może jakieś zmiany.  I 2020 r, przyniósł duże zmiany, a wielu osobom bardzo skomplikował życie, po części też mnie. Kto by pomyślał że, aż tyle się zadzieje.

Na przełomie stycznia/lutego rozmawiałam ze znajomymi na temat wirusa który pojawił się w Chinach, lecz tak naprawdę chyba nikt z nas nie myślał,  że covid19 przyjdzie do nas do Europy tak szybko. Przecież Chiny tak daleko…, wtedy wydawało nam się,  że ten problem nie będzie nas dotyczył.

W marcu pognałam na weekend do Szklarskiej Poręby spotkać się z przyjaciółką, pogadać,  miło spędzić czas, a przy okazji mały chillout i reset. I oczywiście ten wyjazd był naprawdę udany. W tle coraz częściej mówiło się o wirusie. A akurat w tym czasie gdy ja miło spędzałam czas, czego nie byłam świadoma najwięcej zachorowań było właśnie w tamtych okolicach. Śląsk , Szklarska, Karpacz… .

 Kto mnie trochę zna wie, że jestem jak kot i chadzam swoimi ścieżkami, więc nie mam w zwyczaju opowiadać się nikomu z tego co robię,  gdzie jeżdżę i jak spędzam czas. Lecz pamiętam, że jak przyjechałam do domu z tego weekendu , to od kilku dobrych znajomych dostałam niezłą reprymendę,  właśnie ze względu na rozprzestrzeniająca się w tamtych okolicach chorobę no i pogodę jaka była.  No , ale przecież o tym wyjeździe można przeczytać w innym moim poście.

W gruncie rzeczy pamiętam, że wróciłam w poniedziałek,  a w środę czy w czwartek już były zamknięte granice, więc sytuacja rozwijała się błyskawicznie.

Wtedy miałam poczucie, że udało mi się miło spędzić weekend oraz fajnie spędzić czas, a przede wszystkim gdzieś wyjechać ponieważ nie wiadomo było, jak ta  cała sytuacja będzie dalej się rozwijać . A z każdym kolejnym dniem zaczynaliśmy dostawać obostrzenia , zakazy i nakazy. Wchodziliśmy powoli do innej rzeczywistości,  w głębi duszy broniąc się przed tym i mając nadzieję,  że to wszystko za chwilę minie i wrócimy do normalności.

I w sumie tak się po części za momencik stało.

Z przyjściem Lata na chwileczkę prawie można było zapomnieć o wirusie. Granice otwarte znów, można było pojechać na urlop. No, to pojechałam…,  a jakże..,jak zwykle na mazury, tym razem pożeglować Jachtem. 

Mówi się, że to najbezpieczniejsza forma spędzenia czasu w czasie pandemii. Rejs był świetny, dużo nam dał.  Pływaliśmy w pięć osób. No, ale powiem szczerze,  że było już widać różnicę pomiędzy wcześniejszym żeglowaniem, a tegorocznym. Zawsze jest tak, że żeglarze w portach się świetnie bawią razem, nawet jak nocujesz na dziko, i koło ciebie cumuje drugi jacht , to robicie wspólne ognisko, śpiewacie,  rozmawiacie do świtu.  A w tym roku już w portach, czy na dziko, każdy sam sobie rzepkę skrobał. Owszem rozmowy jakieś były, ale już na dystans. 

Ja i moja załoga postanowiliśmy, że będziemy jak najmniej cumować w portach. A więc przeważnie na noc szukaliśmy miejscówek w lesie 😉. Udawało nam się zawsze znaleźć małe miejsce, aby przywiązać się do drzewa,  i zawsze jakis drugi jacht nocował koło nas, ale już jak robiliśmy ognisko (a każdej nocy robiliśmy), to druga załoga siedziała na jachcie, nie wpraszali się na pieczenie kiełbasek. Widać było, że ludzie się boją i zachowują ostrożność. Ok ostrożności nigdy nie zawiele , ale tak naprawdę, to tak trochę smutno było i troszkę inaczej. 

A przecież jeszcze w Sierpniu uważaliśmy, że korona to nic takiego,  pewnie minie szybko. A może to fejk , bo przecież  nikt z grona naszych znajomych nie zachorował.

Wróciłam do Berlina z poczuciem jako takiej normalności. 

Wirus spowodował,  że w mojej branży zawodowej źle się dzieje. Jestem specjalista od wellness,  więc w pracy mam bardzo duży kontakt z ludźmi. I zarówno w marcu jak i obecnie masażyści muszą przeczekać, aż wirus trochę  odpuści.  Zresztą nie tylko ja mam słabo, restauracje, kosmetyczki,  fryzjerzy, fitness itd ..  Niektóre firmy upadły,  a niektórzy nawet popełnili samobójstwo. ☹

Jest, to bardzo ciężki czas dla wielu przedsiębiorstw, małych film i pewnie nie każdy, to wszystko przetrzyma. Wiele osób boi się o przyszłość, zapada w stany depresyjne jak i w samą depresję. Nikt z nas nie wie co przyniesie kolejny dzień.

Dziś znów jesteśmy zamknięci. W Niemczech lockdown. W Polsce też zaostrzenia.  W wiadomościach od co najmniej trzech miesięcy nie słyszałam tak naprawdę pozytywnej wiadomości, ani po stronie niemieckiej, ani polskiej. Codziennie jesteśmy bombardowani ile osób zachorowało, a ile zmarło,  jakoś nie mówi się ile osób  wyzdrowiało. Osobiście mam dość już tego wirusa.  Ludzie są zmęczeni tym wszystkim. Mają dość, są sfrustrowani, i to widać. Dziś mam poczucie, że chyba długo nie wrócimy do normalności,  do tego co było. Niektórzy widzą światełko w tunelu w szczepionce. Ja niestety nie.

Dziś już w gronie moich znajomych nikt nie żartuje sobie z covid19.  Wiemy, że jest ,  ponieważ ktoś ze znajomych zachorował,  ktoś umarł.  Nie można tego wszystkiego traktować lekko.

Przed nami wolne dni , czas świąt.  Dla większości ten czas będzie inny.

Choć na pewno znajdą się tacy co, te ograniczenia będą mieli gdzieś. I tak spotkają się w  większym rodzinnym gronie. 

Jakie będą tego konsekwencje i czy smutne okaże się później. 

Ja co roku wyjeżdżałam do rodziców i wracałam,  aż po nowym roku. Teraz zdecydowałam,  że zostaję w domu. 

Wolę, aby moi rodzice byli bezpieczni , a i ja nie chciałabym narażać siebie i córki. 

Mam nadzieję, że odwiedzę rodzinę na wiosnę lub latem, jak znów sytuacja się troszkę uspokoi.

 Że wypłyniemy w kolejny rejs w dobrym składzie.

Ten rok chyba nauczył nas wszystkich, że nagle sytuacja na świecie, nasza osobista może się zmienić. Przypomniał w większości z nas o pewnych wartościach. Między innymi o tym, że nie warto uganiać się za marnością. Kiedy zostaliśmy zamknięci w domach, o tym jak ważne są kontakty międzyludzkie, że można usiąść porozmawiać twarzą w twarz, przez telefon,  zagrać w grę, wspólnie gotować, sprzątać, czy robić zupełnie inne rzeczy na które wcześniej nie mieliśmy czasu. Że wujek , czy babcia też są ważni. 

Że trzeba sobie pomagać, chronić siebie nawzajem. Że to co wydawało nam się błache jest ważne.A  te małe gesty mogą być naprawdę wielkie. Może, że trzeba dobrze wykorzystywać czas który mamy. Wiele starszych osób nauczyło się obsługiwać smartfona, komputer wiedzą co to jest ZOOM. :), whatsApp,  messenger , viber.

No i że mimo wszystko w tych trudnych czasach trzeba mieć  wiarę, nadzieję na lepsze jutro …, bo bez tych dwóch rzeczy ciężko będzie nam przetrwać. 

Szanujmy się,  dbajmy o siebie , zachowujmy ostrożność, pomagajmy sobie , bądźmy mili,  to może ten 2021 nie będzie taki trudny  jak kończący się 2020.

Nauczanie wirtualne i wreszcie koniec roku szkolnego.

Wiem, wiem dawno nic nie pisałam.  Tak to jest  jak Agata chciałaby zawsze napisać coś mądrego i nie chce sobie pozwolić na lekki post.. .

Zaczął się Lipiec i mamy wakacje . Nie wiem czy dzieci w tym roku czekały , aż z takim utęsknieniem na czas wolny jak w innych latach.  Przecież ten rok był zupełnie inny od poprzednich. Weszło do szkół praktycznie na całym świecie nauczanie zdalne , poprzez komunikatory,  maile , konferencję. W sumie nie było innej możliwości,  ponieważ dzieci nie mogły stracić roku. A także nikt nie wiedział jak długo, ta cała niecodzienna sytuacja potrwa.

Wszyscy stanęli przed sporym wyzwaniem . Dzieci , młodzież,  bo jak to ? Nauczanie zdalne , to przecież  jak korono wirusowe wakacje , i pewnie nie jeden młody człowiek myślał sobie ,że będzie to takie    nauczanie lajcikowe  . Przecież większość nauczycieli , to osoby w różnym wieku, a niektórzy nie idą z postępem techniki.

No właśnie.., przed gronem pedagogicznym zaistniała sytuacja, też postawiła ogromną poprzeczkę.  Powiedzmy sobie szczerze: wszyscy nauczyciele nie byli na takie nauczanie gotowi. Nikt nie był. Trzeba było mimo wszystko jakoś prowadzić lekcje , a po pracy się szkolić,  testować aplikację komunikatory , kupić sprzęt i zapewnić sobie dostęp do dobrego Internetu. Z wielkim wysiłkiem jednak  nauczyciele stanęli na wysokości zadania. Jedni z lepszymi rezultatami, inni z gorszymi , ale jakoś wszyscy przebrnęli do końca roku. Uff.  Pewnie nauczyciele w okresie wakacyjnym jeszcze będą się doszkalać. Mimo tego, że wszyscy chcą wrócić do normalności , aby Szkoły normalnie funkcjonowały od Września, bo  to tak naprawdę nie wiadomo jak sytuacja się jeszcze może rozwinąć. Może być różnie i podłużnie .. Większość rodziców ma nadzję , że będzie już koniec z nauczaniem internetowym , ponieważ to oni odrabiali lekcje w dużej mierze. Więc kto tak naprawdę otrzymał świadectwo z czerwonym paskiem ? Rodzic , czy uczeń ?

A czy sama  Szkoła może być jeszcze taka sama, niż przed pandemią ?

A dzieci ? Tu też przede wszystkim wielu rodziców stanęło przed ogromnym wyzwaniem.   Ponieważ tak samo trzeba było kupić sprzęt,  Internet musiał działać jak należy. A przecież w wielu domach laptop , komputer jest lub był tylko jeden, a  dzieci w domu dwójka,  trójka,  plus rodzic który też miał pracować zdalnie . I jak to wszystko pogodzić, jeśli nie wszystko da się zrobić na telefonie ?. A w wielu rodzinach budżet nie pozwalał na to , aby dokupić jeszcze  dwa tablety,  czy laptop. Naprawdę czasem się zastanawiam, jak wiele rodzin poradziło sobie z tym problemem.

W dodatku sama widziałam na własne oczy ile zadań   dzieci otrzymywały dziennie do zrobienia . I to w Niemczech, gdzie tu nauczanie jest powiedzmy lżejsze, niż w Polsce .  Ogrom prac , zadań był naprawdę wielki do zrobienia . A nauczyciele słabo tłumaczyli nowe zagadnienia, drogą  internetową . Materiał po prostu musiał być przerobiony. I tyle. A czy uczeń ogarnie i opanuje temat , to już była inna kwestia . Dlatego osobiście uważam , że nauczyciele którzy starali się  tłumaczyć lekcje tak jak było by to w szkole na zajęciach, tylko drogą online , to naprawdę stanęli  na wysokości zadania.👏  Tacy co wychodzili na przeciw dziecku , młodzieży.  Niestety słyszałam,  że takich było dość  mało. Za mało. Szkoda. 

Na pewno znalazły się też dzieci , jak i osoby młode które  pracując przed komputerem i ucząc się w domu, czuły się wreszcie komfortowo.  No , ale żadne spotkanie online nie zastąpi spotkań na żywo. Kontaktu w realu . I tego wszystkim najbardziej brakowało. 

Są też tacy  uczniowie którzy stracili najwięcej, bo po prostu zniknęli.  Dlaczego ? 

Przyczyn jest wiele. Warunki domowe które nie pozwoliły na korzystanie z lekcji online. Wstyd , bo w domu nie tak, więc nie będę się łączyć  , czy patologia , imprezy, libacje  alkoholowe , przemoc. Przecież biorąc udział w lekcjach online,  każdy musiał pokazać trochę swojej prywatności. A nie raz, to jest barierą nie do przeskoczenia, szczególnie gdy coś jest mocno nie tak . Lub gdy jesteś biedny i długo nie było remontu w domu.   Małe mieszkanie , a  dużo domowników,  brak sprzętu,  dostępu do tej formy nauczania, itd…

Młody człowiek mówi, że u niego wszystko ok , a  okazuje się, że Szkoła pomimo, że taka zła,  jest odskocznią,  ucieczką od tego , co się dzieje w domu. Pewnie nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy ile jest takich dzieci , młodych ludzi dla których szkoła jest odpoczynkiem od horroru w domu.  Ta sytuacja gdzie nagle zostaliśmy zamknięci w domu pokazała kto naprawdę ma poważne problemy.

Po takim niezwykłym roku szkolnym chyba każdy potrzebuje wakacji . Nauczyciele uczniowie jak i rodzice którzy musieli się nagle stać nauczycielami i przerabiać materiał który mieli 30 lat temu. 

A Ty drogi czytelniku msz dzieci ? I jak one dawały sobie rade w tej innej szkolnej rzeczywistości? A może jesteś jeszcze osobą uczącą się ? To jak oceniasz te wirtualne pólrocze? A Ty Nauczycielu co sądzisz? A jak teraz ta normalna Szkoła powinna wygladać po powrocie z wakacji? Czy jestesmy gotowi , aby cignąc wirtualne nauczanie dalej? A Ty rodzicu jak poradziłeś sobie ze wszystkim wyzwaniami związanymi z nauczniem zdalnym ? Zapraszam do komentowania .

Czytaj dalej „Nauczanie wirtualne i wreszcie koniec roku szkolnego.”

Myślisz, że znasz kogoś w 100% ? No, to się mylisz…

Są osoby w naszym życiu które pojawiają się i znikają , niektóre zostają na dłużej , a z niektórymi idziemy razem przez całe życie. Ramie w ramię.

Zdarza się, że nasi znajomi , bliscy , przyjaciele nas po prostu zawodzą, lub rozczarowują. Pół biedy kiedy jest, to ktoś znajomy taki przelotny. Można powiedzieć wtedy, że nie znaliśmy takiej osoby i coż stało się , ale co wtedy kiedy ktoś idzie z Tobą właśnie ramię w ramię przez życie od kilku lat? I nagle taka porażka , rozczarowanie , zawód. Wydawało Ci się przecież, że tego kogoś tak dobrze znasz na wylot …, a tu taka zła niespodzianka.   Wręcz lipa totalna.

A właśnie , czy możemy kogoś tak naprawdę dobrze poznać , tak do końca, w 100 % ?

Poznać dobrze, tak oczywiście. Możemy znać nawyki drugiej osoby , wiedząc jak reaguje na pewne sytuacje , jakie ma poglądy na wiele spraw, co lubi , co sprawia jej przyjemność , co  ucieszy ją, czym można zranić, zasmucić itd. Mimo tego , jak wiele możemy wiedzieć o drugiej osobie , i jak długo ją znać , to nigdy nie poznamy tej drugiej osoby do końca. Natura ludzka jak i psychika, jest tak skomplikowana , że bywają momenty  w których sami siebie przecież zaskakujemy, a co dopiero mówić o drugim człowieku . Nie da się przewidzieć jak sie ktoś zachowa tak nprawdę , możemy przypuszczać ale pewności nigdy nie mamy.

Ludzie czasem, a może nawet dość często nas zawodzą i to na różne sposoby , a kiedy, to robi najbliższa osoba ,którą przecież tak dobrze znamy ,a przynajmniej tak nam się wydawało, to wtedy boli, piecze , a czasem wręcz pali. Wtedy ciężko udzwignąć taką niespodziewaną, przykrą emocję.

 Lecz aby , aż tak nie bolało,  dobrze jest zaakceptować fakt już wcześniej, że nikogo nie jesteśmy w stanie ,tak do końca poznać. Ile razy ta bliska nam osoba , partner , przyjaciel , nas bardzo zaskakuje  i to w różny sposób . Czasem w ten pozytywny , a czasem negatywny . Lecz zawsze tak jak byśmy tego się w ogóle nie spodziewali . I robimy wielkie oczy, że jak to .. ?😮

Gorzej robi się wtedy kiedy pod wpływem zaskoczenia nie pozytywnie , rozczarowanie drugą osobą  działa tak, że przestajemy mieć jakiekolwiek oczekiwania wobec tej osoby. Staje się nam powoli obojętna.

Wiele z nas , a może nawet każdy z czuje się bardzo komfortowo kiedy ma kontrolę nad  sytuacją , lub może przewidzieć zachowania innych. Tak, więc kiedy od kogoś czegoś oczekujemy chcielibyśmy , aby ta druga osoba spełniła nasze wymagania. Komfortowo jest wtedy, kiedy wiemy , że w jakiejś trudnej sytuacji możemy liczyć na przyjaciela , partnera , rodzinę a nawet koleżankę. Kiepsko natomiast kiedy rodzina , partner, czy przyjaciel zachowa się nagle zupełnie inaczej niż Ty się tego spodziewałeś, czy oczekiwałeś. A tu nagle taka niespodzianka . I co wtedy? Udzwigniesz to ?

Niestety trudno jest poznać drugą osobę do końca . Dlatego ktoś ,kto wydaje nam się , że tak dobrze przecież go znamy nas nie zawiedzie,   a tu bach w pewnych sytuacjach może zachować się zupełnie inaczej niż tego oczekiwaliśmy. 

Dlaczego ?

Nigdy nie jesteśmy w stanie wczuć się do końca w to ,co czuje drugi człowiek, odgadnąć jego sposób myślenia , poczuć jego emocje. Każdy z nas ma swój własny świat, i nie da się tak naprawdę  odgadnąć cudze myśli , jak i zrozumieć co się dzieje w umyśle drugiego człowieka. Myślimy,że może druga osoba myśli tak jak my , a okazuje się, że jest zupełnie inaczej . Kolejne rozczarownie.

Sama miałam sytuacje , że kogoś poznawałam, poznawałam poprzez długie rozmowy. I naprawdę na podstawie wielu rozmów , podejścia tej osoby do różnych spraw , punktu widzenia uważałam , a przynajmniej myślałam ,  że mam do czynienia naprawdę z mądrym , doświadczonym przez życie człowiekiem , naprawdę fajną osobą i że znajdę w tym człowieku przyjaciela . Oj…, jak się pomyliłam. Okazało się , że już sama nie wiem jak, to określić. Że ta osoba  jest płytka , patrzy powierzchownie na wiele rzeczy i nie jest taka wartościowa ,jak na początku myślałam. Rozmowy ze mną, to była tylko gra pozorów. Niestety ,ta osoba chciała pokazać, że jest zupełnie inna , a w rzeczywistości okazała się zupełnie inna.

Z tego wynika, że pokazujemy się innym w danym momencie, jakimi chcemy się pokazać. Tak po prostu. A co będzie dalej , to wielka niewiadoma.

W sumie nie możemy też kogoś poznać do końca, ponieważ tak naprawdę cały czas się zmieniamy , oraz inni się zmieniają w koło nas.

Zmieniamy swój punkt widzenia , podejście do różnych spraw. Ja dziś też patrzę na pewne osoby, które spotkałam w swoim życiu zupełnie innym okiem niż np: rok temu.

Czemu ?

Dojrzewamy , podejmujemy różne wyzwania , czasem zmieniają się też pewne cechy charakteru pod wpływem  przeżyć , okoliczności, zmienia się życie , warunki życia , otocznie , towarzystwo , a to wszystko ma duży wpływ na to, jakie podejmujemy decyzje i jakimi ludźmi  tak naprawdę się stajemy, aby za rok, czy za jakiś czas, już inaczej patrzeć na otaczający nas świat. 

Walczymy z kompleksami , poczuciem własnej wartości , może czasem ze swoim ego, czy nawykami. 

Czasem przychodzi taki czas , że trzeba wszystko zmienić w swoim życiu , odciąć się od znajomych , rodziny,  starych nawyków , otoczenia, klimatu i zacząć wszystko od nowa . Nie raz potrzebujemy radykalnych zmian, a czasem małych.

Wszyscy tak naprawdę , czy Ty, czy JA popełniam błędy. I  chyba nie ma w naszym życiu takiej osoby, której byśmy nie zranili , zaskoczyli w pozytywny lub negatywny sposób, zasmucili oraz kogoś nie zawiedli swoim zachowaniem.

I tak naprawdę nie jestesmy w stanie z tym nic zrobić .  Czasu nie da się cofnąć, czy wypowiedzianych słów.  Lecz można pracować nad tym , aby nastepnym razem było lepiej.

A  może  te osoby, które zraniliśmy w życiu , miały wobec nas inne , wygórowane oczekiwania ? O których nie zdawaliśmy sobie sprawy, nie mielismy pojęcia ?

A może patrzyły na nas przez pryzmat swoich oczekiwań , różowych okularów , i nie widzieli Cię takim jaki jesteś naprawdę? A może pokazałeś/aś, się tylko tym osobom które rozczarowłeś  , rozczarowałaś z tej strony z jakiej chciałeś/aś, aby Cię widzieli ? Tej akurat dla Ciebie wygodnej ? 

Zawsze są dwie strony medalu.

Czasem, robimy może nie zdając sobie do końca z tego sprawy,  nierealny obraz drugiej osoby , który nic tak naprawdę nie ma wspólnego z rzeczywistością? Wtedy też, jest kiepsko, jeśli oczekujemy od drugiego człowieka ,aby spełnił nasze oczekiwania. Niestety nigdy tak się wtedy nie stanie. Przecież  człowiek nie przeskoczy poprzeczki , nie wiedząc nawet o tym, że ktoś ją przed nim stawia…. . Jak i że widzi Ciebie lub mnie w innym świetle niż jest naprawdę.

Cóż…

Ostatnio wszyscy przekonlismy się, że  w tym świecie nic nie jest pewne , więc najlepiej  cieszyć się i zaakceptować chwile obecną, a także pogodzić się z tym, że życie jest, jakże często,  nieprzewidywalne, pełne niespodzianek i zmienne. 

A przyjaciele, bliscy , czy znajomi są jak to życie … pełne niespodzianek , zmienni  i nieprzewidywalni , więc jedynie co możemy zrobić, to akceptować wszystko, a czasem nawet zaufać ale zawsze  mieć z tył glowy, że nikogo nigdy nie poznamy do końca. I nie mieć wygórowanych oczekiwań wobec drugich , i brać pod uwagę, że nawet najbliższa osoba może nas zaskoczyć w nieprzewidywalny sposób i to niejednokrotnie. A my wiele razy kogoś rozczarujemy , zawiedziemy lub po prostu nie spelnimy czyichś oczekiwań.

A Ty drogi czytelniku/cyko , sądzisz że można poznać drugiego człowieka , tak do samego końca ? Ile razy ktoś Cię zaskoczył ? Zachował się nieprzewidywalnie, lub po prostu Cię zwiódł , rozczarował ? A może o kimś miałeś/aś złudne wyobrażenie , a rzeczywistość okazła się zupełnie inna ?

Lekcja dla nas w czasach pandemii

Na całym świecie teraz temat korona wirusa jest na pierwszym miejscu. I nie ma się czemu dziwić,  ponieważ mamy pandemie. A liczba osób zakażonych codziennie przybywa. Ludzie zarówno w Polsce jak i w Niemczech wpadają w panikę. Czy już powinniśmy panikować? A jeśli tak , to czy, aż tak? Patrząc na to co się dzieje w sklepach , to aż strach się bać co będzie później?

 W  Niemczech  mam wrażenie ,że temat wirusa i jakie on niesie zagrożenie jest jeszcze, a przynajmniej był dość długo bagatelizowany. Zresztą do dnia dzisiejszego oprócz tego, że ludność wyruszyła robić zapasy i wykupuje produkty bez opamiętania,  to poza tym nie widzi zagrożenia. Rząd też zbagatelizował sprawę do wczoraj zanim pani Kanclerz nie ogłosiła stanu kryzysowego.

 Pan Koch jak pojawiły się pierwsze przypadki zachorowań w Niemczech poprosił  rząd o to, aby zamknąć Szkoły i inne placówki publiczne na dwa tygodnie. Rząd nie chciał słuchać i nie robili nic , zostały odwołane tylko większe imprezy. Dopiero jak w Polsce pojawił się oficjalnie wirus i Polska zamknęła szkoły,  to rząd niemiecki zaczął reagować i cokolwiek robić. 

Dziś liczba zakażonych w Berlinie to 332 a w całych Niemczech to 7. 974 osób. I rośnie.

Nasuwa się pytanie, czy rząd w Niemczech nie zareagował za późno? I czy grozi nam to, co się stało w Chinach oraz we Włoszech? Uważam, że grozi nam ta sama sytuacja lub możemy mieć podobną. To kwestia czasu.

Dopiero przed chwilą zostały zamknięte Restauracje i Kluby , a jak dotąd ludzie spotykali się,  tak jakby nic się nie działo. Młodzież owszem nie chodzi do Szkoły, ale normalnie spotykają się, a na przywitanie ściskają i całują, śmiejąc się przy tym, że jest przecież Korona wirus. Od jutra będą zamknięte place zabaw. Zrobiło się ciepło , słońce świeci więc , ludzie spacerują jak gdyby nic.

Cóż ja sama funkcjonuje w miarę normalnie. Staram się jak najmniej wychodzić z domu, tak naprawę tylko wtedy jak muszę. Nie witam się serdecznie z przyjaciółmi, nie podaje ręki. Staram się trzymać w miarę na dystans, jak się da. Ograniczyłam wszystkie spotkania. Zrezygnowałam też z jakichkolwiek imprez .  W zasadzie staram się ograniczać wyjścia , tylko do sklepu. 

 Wszędzie komunikaty, aby po przyjściu do domu myć dokładnie ręce, tak robię. Staram się na zewnątrz jak najmniej dotykać klamek i innych powierzchni.

Myślę, że każdy dziś ma jakieś obawy z tym czy będzie Koroną wirusem zainfekowany, czy nie. A jeśli ktoś zachoruje , to czy wirus będzie miał przebieg łagodny, czy ostry w naszym organizmie? 

Co będzie dalej ? Jak długo potrwa kwarantanna?

Wiele osób znalazło się w trudnej sytuacji , zwolnienia z pracy, brak płynności finansowej, brak podstawowych produktów w sklepach. To jest wyzwanie dla większości z nas.

Wiele pytań tak naprawdę, na dzień dzisiejszy pozostaje bez odpowiedzi.

Myślę, że wielu zbiorowych działań i tego co się będzie działo dookoła, nie będziemy w stanie zrozumieć lub ciężko nam będzie się pogodzić, z  niektórymi odgórnymi decyzjami. Ponieważ niektóre, będą może powodowały nasz sprzeciw, niepokój, a może nawet i przerażenie.

Dziś sytuacja nie jest na szczęście beznadziejna , może ja nie mam swoich bliskich przy sobie, bo dzieli  nas wiele kilometrów i granice, ale mamy telefony , internet możemy rozmawiać. Może w tym złym czasie wiele z nas przypomni sobie, co to jest uczucie empatii.

 Na pewno czekają nas trudne chwile , trzeba liczyć się z tym, że  wiele osób zachoruje , może nawet ktoś z naszych bliskich, przyjaciół,   dalszych krewnych ,wiele osób też ucierpi w taki czy inny sposób , a szczególnie te osoby starsze, którymi się dziś mało kto interesuje, mogą być jeszcze dalej zepchnięte na margines społeczny.  Tak ,więc jeśli mamy w bliskim otoczeniu takie osoby np: wiekowy staruszek, czy schorowana sąsiadka, to może warto spytać się, czy w tej kryzysowej sytuacji im czegoś nie potrzeba ? Pomagajmy sobie ,na ile się da i są możliwości. To już nie jest ten czas, aby widzieć tylko czubek swojego nosa i własne podwórko.

Czas pandemii to dla nas lekcja priorytetów. Każdy z nas może pokazać,że jest człowiekiem. Można pomóc komuś , kto akurat tej pomocy właśnie teraz potrzebuje. Często wystarczy tak mało , jak dobre słowo, takie małe pokrzepiające słowo, które może naprawdę bardzo wiele zdziałać. Niby , to  takie łatwe , niezobowiązujące, a dla niektórych, aż takie trudne. 

Może, to czas aby docenić to, że tak naprawdę do szczęścia nam tak mało potrzeba, i właściwie nasze życie nie musi być aż tak skomplikowane, oraz że nie potrzebujemy aż tak wielu rzeczy, aby być szczęśliwym lub zadowolonym.

Jest to czas, aby docenić drugiego człowieka , jak i pracę tych ludzi bez których nie moglibyśmy codziennie funkcjonować normalnie, a na co dzień ich nie zauważamy. Ile osób dziś ryzykuje swoim zdrowiem, a może nawet i życiem dla dobra innych ? Służba zdrowia , sprzedawcy.. , strażacy, policjanci..itp.

Jest to czas ,aby docenić życie swoje, jak i innych. Zdać sobie sprawę jakie życie dziś jest kruche , dlatego doceniajmy to, co dziś mamy. Że jest rodzina , znajomi, przyjaciele , że możemy porozmawiać , mieć teraz czas dla siebie , chwile na sprawy duchowe, że do tego aby być szczęśliwym potrzebujemy tak mało. Czasem wystarczy zapach pieczonego ciasta , czy upieczony własnoręcznie chleb. 

Z tej sytuacji można się nauczyć miedzy innymi tego, że naprawdę są rzeczy ważne i ważniejsze. Nie raz choroba, wirus zaraza , katastrofa może wywrócić nasze życie do góry nogami , często trzeba zmienić całkowicie plany , a tu trzeba czasem ogromnego poświęcenia, co uczy pokory. Wiele spraw które były lub wydawały się ważne, tracą na znaczeniu.  Teraz naprawdę to ,co powinno być istotne, staje się dla wielu ważne. Stając w obliczu kryzysu który ogarnął cały świat nie zapominajmy o człowieczeństwie.

Starajmy się myśleć pozytywnie w tym ciężkim dla każdego z nas okresie. Przecież każdy z nas niezależnie gdzie się znajduje ,jakiego jest koloru skóry i języka jakim się posługuje, chciałby być szczęśliwy, i zdrowy. Lub przeżyć po prostu zarazę w miarę godnych warunkach.

Dlatego bądźmy dla siebie dobrzy , pomagajmy sobie , nie zapominajmy o bliźnich , cieszmy się z małych rzeczy i wyciągnijmy lekcję z tej całej nieciekawej sytuacji.

Życzę wszystkim dużo dużo sił, i abyśmy nie byli obojętni na to, co się dzieje dookoła, patrzyli pozytywnie, ufnie w przyszłość, a przede wszystkim zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

A Ty czytelniku jaką lekcję wyciągasz z tej całej sytuacji dla siebie ?

Weekendowy wyjazd

Są takie chwile gdzie każdy z nas potrzebuje zmienić coś  , choć na chwilę otoczenie, gdzieś wyjechać, zmienić krajobraz  na jedną małą chwilę. Czasem potrzebujemy uciec, od problemów, spraw bieżących i całego otoczenia. A taki  wyjazd na weekend może dużo zdziałać. 

Ja ostatnio miałam okazję wyjechać  właśnie na cały weekend i oderwać się od rzeczywistości. I chyba tak naprawdę tego potrzebowałam, może nawet nie zdając sobie z tego sprawy.  Nawet zdążyłam przed tym jak ogłosili w Polsce, że dotarł Koronawirus.. uff. 

Obiecałysmy sobie z koleżanką, że jeśli tylko zdrowie , finanse , życie osobiste, itd nam pozwoli to będziemy sobie robić małe wypady razem. Tak tylko dla nas kobitek ,  aby miło spędzić ze sobą czas, porozmawiać, i przy okazji zwiedzać, czy jakoś inaczej aktywnie spędzać czas. No i te postanowienie udaje nam się wprowadzać w czyn . A nie jest czasem to łatwe, aby wszystko zgrać, ponieważ obydwie mieszkamy w innych krajach, więc trzeba znaleźć odpowiednią płaszczyznę do spotkania, czas itd. Życie nam pokazało, że planowanie z dużym wyprzedzeniem nie sprawdza się zbytnio. Natomiast takie spontaniczne typu; planowanie na jeden miesiąc przed- w naszym przypadku jak dotąd najlepiej  się sprawdza. 👍

Tym razem wybraliśmy na nasz wspólny wyjazd Polskie Karkonosze. 

Plany na zwiedzanie mieliśmy ogromne..

Tylko w dwa dni, nie da się wszystkiego ogarnąć.  A i trzeba liczyć się z pogodą na którą nie mamy niestety wpływu. 

Spotkaliśmy się na miejscu w piątek . Koleżanka przyjechała pociągiem, a ja samochodem. Ponieważ było już późne popołudnie,  więc cóż, co robić ? Po zameldowaniu w ośrodku wczasowym po prostu poszłyśmy na miasto. Przy dobrym posiłku, oscypku i grzanym piwie można było spokojnie porozmawiać.

W sobotę zaplanowaliśmy, że jedziemy na Szrenice. A co dalej , to zobaczymy. Pogoda w Sobotę dopisała nawet były momenty, że świeciło słońce, ale był dość spory wiatr, więc okazało się że wyciągi nie działają ,właśnie z powodu dość silnego wiatru. No to co robić? Jedziemy do Czech czy zostajemy?

Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że idziemy do wodospadu Kamieńczyk.  

A w  górach Zima i śnieg.  Trzeba było popstrykać  zdjęcia, bo śnieg to atrakcja. A może nawet już teraz na wagę złota 😉 przy takich zmianach klimatycznych. Przecież podobno ta Zima była najmniej śnieżna i mroźna.

W sumie przed wyjazdem sprawdzałam  jak sprawa wygląda na kamerach w Szklarskiej, więc pokazywało mi Wiosnę. Jak jechałam autem od Świeradowa  Zdroju w stronę zakrętu śmierci, to już miałam piękną Zimę, która mnie trochę zaskoczyła. Droga była piękna niestety nie mogłam zrobić zdjęcia ponieważ jechały  za mną samochody i nie mogłam sie na chwile zatrzymać. 

Poszłyśmy na wodospad Kamieńczyk podejście pod niego jest strome pod górę. Było ślisko bardzo. Jakoś  weszliśmy, natomiast zejść było trudniej , ale jakoś daliśmy radę. No to jak jeden wodospad zaliczony, to stwierdziliśmy że zaliczymy drugi ,który jest zupełnie gdzie indziej .

Wodospad Szklarki jest mniejszy, ale równie urokliwy. Jeszcze chciałam iść na Chybotka,  ale od Szklarki prowadzi czarny szlak tam ,a my już byłyśmy dość zmęczone no i późno się zrobiło. A więc znów wieczór w mieście.  

W niedzielę pogoda nam nie sprzyjała padało,  wręcz lało i wiało. Oczywiście jak to my, nie będziemy siedzieć w pokoju . Zdecydowaliśmy,że idziemy na Wysoki Kamień. Mało tego poszłyśmy do niego na około. No ok ,  w między czasie stwierdziliśmy ,że idziemy na jakąś polanę widokową . No byłyśmy na niej, ale przy takich warunkach pogodowych nic nie było tam widać, więc lipa . Wróciliśmy  na szlak na Wysoki Kamień . Szczyt Wysoki Kamień to ponad tysięcznik. Warunki były okropne do połowy drogi błoto i woda , a od drugiej połowy śnieg, lód ,błoto pośniegowe plus woda . Podejście strome. Nikogo na szlaku , jedni ludzie co wracali ubrani w buty na łańcuchach, zaopatrzeni w kijki . W kombinezonach i w ogóle  jak należy. My nie przygotowane kompletnie, ja w dżinsach koleżanka w dresach, buty nawet nie trekkingowe. A o łańcuchach nie wspomnę . No , ale my postanowiliśmy zdobyć szczyt. Na Wysoki Kamień weszliśmy. A nawet czas miałyśmy jak na nasze warunki niezły więc nie ma się czego wstydzić w porównaniu z zawodowcami . Na Wysokim Kamieniu ja mokra totalnie,  w trakcie marszu deszcz mnie tak przemoczył,że miałam wrażenie, jakbym wyszła z jeziora. W butach mokro Koleżanka też nie w lepszym stanie . Pogoda w trakcie marszu cały czas się pogarszała tak naprawdę. A na szczycie wiało 170 km na godzinę. Momentalnie zaczęłam zamarzać . A więc szybko do schroniska . Gorąca herbata plus stanie pod gorącym piecem spowodowało, że się nie rozgorzałam, ale chociaż nie traciłam utraty ciepła. Pan obsługujący  jak nas zobaczył w schronisku zdziwił się bardzo, ponieważ żadnych turystów raczej przy takiej pogodzie się nie spodziewał. 

Za nami przyszła jednak wycieczka , ale oni mieli w planach wejście na szczyt i to byli  ludzie co często chodzą po górach. Wszyscy stwierdzili jednak , że przy takich złych warunkach pogodowych nikt z nich jeszcze po górach nie chodził.

Ogrzali się i poszli. 

Ja cała mokra wiedziałam,  że nie mam wyjścia muszę znów wyjść na ten wiatr , oraz że trzeba zejść na dół. Czekała mnie godzinna wędrówka schodzenia  po lodzie , błocie pośniegowym , śniegu i wodzie. Gdzie naprawdę było stromo w dół . Zeszłam zaliczając jeden upadek. Koleżanka zaliczyła trzy, to i tak dobry wynik biorąc pod uwagę nasze niedostosowane buty.  Czas zejścia miałyśmy dobry . Na Śnieżce wiało 200 km na godzinę. Szlaków nie zamknięto. Nie wiem czemu. A naprawdę tego dnia, nikt nie powinien chodzić po górach. Było to zagrożeniem nawet życia. A my cóż…

Podobno jesteśmy niezłe skoro w taki  duży wiatr , przy deszczu i takim podłożu,  bez przygotowania zdobyłyśmy ponad tysięcznik.  Może, to było nieodpowiedzialne, ryzykowne i miałyśmy szczęście, że nic nam się nie stało,  nic nie połamaliśmy , ani nas nie zwiało ,choć były trzy niebezpieczne monety gdzie wiatr nami rzucił dosłownie. I można było spaść w dół.   

No, ale jesteśmy całe i zdrowe.  Obyło się też bez zapalenia płuc.  Chyba tak naprawdę możemy być z siebie dumne choć  mamy tak naprawdę więcej szczęścia niż rozumu.😉

Ten wyjazd pokazał nam, że jak się chce, to wszystko można osiągnąć. I tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych.  

Pokonałyśmy swoje słabości,  ponieważ po drodze też były momenty załamania,  że może zrezygnować nie idziemy dalej. Nie zrezygnowaliśmy  . Może ja żałuję tylko tego, że nie zobaczyłam pięknego widoku jaki jest ukoronowaniem wejścia na szczyt , no ale przy takich warunkach pogodowych i takim wietrze  na jakiekolwiek widoki nie było co liczyć. Szczyt zdobyłam, to się liczy. Obydwie zdobyłyśmy.

Zdążyłyśmy wrócić na kwaterę i ten wiatr z gór zaczął wiać w mieście. Z niedzieli na poniedziałek przez noc narobił dużych szkód, że głowa mała  Na szczęście w poniedziałek szczęśliwie wróciłam do domu, nie miałam powalonych drzew na drodze.

Ten wyjazd pokazał nam jeszcze wiele innych rzeczy,  pod zupełnie innym kątem. Działo się też na mieście. Myślę ,że wróciłyśmy z tego weekendu obydwie mega dowartościowane. Ja z zupełnie innym spojrzeniem na wiele spraw.  Koleżanka na pewno też.

  Życzę nam więcej takich wyjazdów i zdobywania kolejnych szczytów w lepszych warunkach pogodowych. 

 W Karkonosze na pewno jeszcze wrócimy,  bo góry czekają. A tam jest wiele urokliwych miejsc ,które warto odwiedzić nie wspominając już o Czechach ,czy zamku Czocha , czy wielu innych atrakcji…. Zresztą same okolice Szklarskiej Poręby,  Karpacza, są bardzo urokliwe i malownicze …, tak więc, ciekawe co pokaże nam następny wyjazd???

Oszuści internetowi

Koleżanka mnie poprosiła aby poruszyć tą kwestie  W sumie pisałam już na temat Instagrama, lecz na jej prośbę wracam do tematu. 

A więc co tym razem z tym Instagramem ?

No niby wszystko w porządku, ale czy napewno ? 

Ja mam na Instagramie konto chyba od początku , w zasadzie te które mam obecnie, to moje drugie konto. Czemu tak ?

Ponieważ ktoś mi się na nie po jakimś czasie  włamał i dodawał jakieś brzydkie zdjęcia, lecz odkąd mam drugie konto, to w sumie już więcej jakiś tam większych problemów nie miałam z Instagramem.  Szczęściara ze mnie .😉 

Zresztą był taki czas, kiedy zaglądałam  tam naprawdę rzadko. 

Była to strona której głównym celem było dodanie zdjęć i ewentualnie napisanie tekstu pod zdjęciem. Tak zwanego posta , z czasem Instagram rozbudował się o komunikator, a także o dodawanie relacji. 👍

Absolutnie Instagram nigdy nie miał na celu działać jako portal randkowy. 

Oczywiście przez tyle lat odkąd  mam konto zdarzyło się , że zaczepiali mnie tam jacyś mężczyźni w celach bliższej znajomości. No, ale zawsze takich odprawiałam , lub po prostu ignorowałam . Nie jestem za tym aby poznawać się z facetem przez internet. Osobiście mam bardzo sceptycznie do tego podejście. Wiem, że dziś nie mając czasu na nic , bo praca , dom obowiązki czy  inne rzeczy i przeważnie człowiek nie ma czasu na poznawanie sobie kogoś w realu. Większość woli usiąść wieczorem i z kimś poklikać. No, ale Instagram do tego nie służy , są odpowiednie strony i portale do zawierania tego typu znajomości. Z drugiej strony ile jest oszustów internetowych , zboczeńców jak i szaleńców. Nigdy nie wiesz kto siedzi po drugiej stronie i klika. I jakie są pobudki  tak naprawdę tej drugiej strony . Znam też kilka par które poznały się przez portale randkowe i do dnia dzisiejszego są szczęśliwe, więc nie zawsze poznawanie kogoś w sieci jest złe . Lecz nie przez Instagram. No , ale ja nie o tym czy chciałabym sobie kogoś poznawać przez net .

Moja koleżanka zdecydowała sobie zrobić  konto na Instagramie. No i od początku chyba jej się ta przygoda z Instagramem źle zaczęła. Najpierw trzy razy miała zhakowane konto. 😬

Potem nagminnie zaczęli zaczepiać ją faceci.  Same dupki dla ścisłości. Z różnych narodowości.

A, że koleżanka ma inne podejście do znajomości internetowych co ja, więc co poniektórym odpisywała na wiadomości.

Każdy z nich był taki bidulek. Samotny , niby dobrze sytuowany , wdowiec i często z dzieckiem. A to zawodowo, to panowie inżynierowie , pracujący na statkach albo żołnierze na misji w Syrii. Chyba nawet trafiła na jednego lekarza. Z każdym na początku się jej oczywiście  miło pisało. Co prawda po angielsku, no ale to nie było przeszkodą. Przy okazji dziewczyna sobie szkoliła język. Panowie chcieli szybko nawiązać więź i pisali jej czułe słówka typu, że jest taka fajna , piękna a jej cechy osobowości, to już wogóle ah i eh. Każdy był w stanie rzucić wszystko i przyjechać do niej do Polski, aby z nią spędzić resztę życia. O dziwo przeważnie wszyscy mężczyźni z internetu byli tuż przed emeryturą, lub mieli takie oszczędności, że ona nie musiała by się o nic martwić. W końcu jeden jej napisał, że jedzie budować jakieś statki do Afryki. Jak już znalazł się w tej Afryce , to napisał do niej aby go wsparła finansowo, bo on bidulek nie ma tam internetu i zabrakło mu nagle na bieżące opłaty. Więc on ją prosił by, o małą pożyczkę. A więc, to był pierwszy czaruś maruś , który chciał wyłudzić pieniądze. Na Instagramie dziad miał konto wypasione, piękne fury, ładny dom i niewiadomo co. Koleżanka zorientowała się, że ma do czynienia z oszustem. Pamiętam jak do mnie zadzwoniła i opowiadała co ją spotkało, i  jak było jej wielkie zdziwienie, że tak w ogóle można. A w dodatku na Instagramie. Był jeszcze gość z dzieckiem też do niej wypisywał, że on się w niej zakochał, a w dodatku już po dwóch dniach praktycznie i od razu już gościu chciał się z nią żenić. To,że ona ma dziecko nie stanowiło żadnego problemu dla żadnego z nich. Wręcz wszystko pieknie i cudownie. A najlepszy to chyba był żołnierz, na misji w Syrii . Temu też się szybko spodobała, i gość chciał układać sobie z nią życie. Zaraz po misji miał skończyć karierę wojskową, i cyk , był gotowy na rozpoczęcie nowego rozdziału w Polsce. Nawet zaczął się przechwalać, ile to nie ma pieniędzy i zaproponował jej ,że on jej będzie wysyłał pieniądze na wspólne życie kurierem. W tych czasach kasę kurierem , … masakra i dramat po prostu.

I tu znajoma się przestraszyła. 

No, bo jak to ? 

Pieniądze by pewnie nie doszły, a potem by ją ścigali za nie wiadomo  co, i pewnie nie wiadomo ile by była winna. Żołnierza zablokowała.

Dobrze zrobiła ponieważ, to  był kolejny oszust. 

Czasem zastanawiam  się, jak tak można? Do jakich kroków można się posuwać aby wyłudzić pieniądze. Nie wiem ile kobiet się łapie, na takie tak naprawdę tanie zagrywki czułych słówek itd. Wiem , że niektóre zdesperowane kobiety dają się złapać na takie tanie sztuczki.

A ci oszuści , podrywacze internetowi na co liczą ?

 Na głupiutkie kobietki i chyba w dodatku myślą, że Polska to chyba jest dalej za żelazną kurtyną, trzeci świat w szarej strefie. Tu z Polką, to każdy przekręt przejdzie.

Bo kobiety z Polski, to chyba fiu bzdziu , są naiwne , spragnione miłości, wszystkie dobre i bogate , więc atakują. Może jak taki z Ameryki czy Kanady napisze do Zosi , to będzie dla niej wielkim krolewiczem z za wielkiej wody. No masakra po prostu.

W dodatku jak koleżanka odmówiła pożyczki na Internet w Afryce, to facet przestał za chwilę ją obserwować, zlikwidował konto . Za parę dni założył drugie, i zaczął z drugiego ją obserwować . Potem znów zlikwidował, i z kolejnego obserwował . Tak samo ten z dzieckiem . Żołnierz pisał z jakiegoś konta firmowego. 

Co jeszcze ?

Z tego co mówiła, to wszyscy nie chcieli z nią pisać na Instagramie , bo nie mogli z takich, czy innych przyczyn długo na nim być. Każdy z nich chciał albo telefon, by pisać z nią na whats app lub na Hengout . 

Podsumowanie

No dziwne się dzieją rzeczy na Instagramie . Szkoda ponieważ naprawdę ta strona miała służyć całkiem czemuś innemu niż wyławianiem przez naciągaczy naiwnych kobiet.

Mnie też od czasu do czasu ktoś tam zaczepi , ale ja jeśli ktoś już na początku do mnie pisze hallo pretty , nie reaguje . 

Przestroga 

Dziewczyny uważajcie na Instagramie na wszelkie zaczepki , bądźcie ostrożne , bo wszyscy żołnierze na misji w Syrii, czy gdzie indziej  , lekarze wojskowi na misji , Inżynierowie pracujący na statkach, czy platformach wiertniczych ,marynarze i inni , samotni z dzieckiem, wdowcy , rozwiedzeni , ci którzy od razu się zakochują i piszą miłe słówka, i chcący układać sobie z wami życie to perfidni oszuści.

A Ty czytelniku spotkałeś/aś się z oszustwem na Instagramie ?

Rok 2019 jaki był?

Małe podsumowanie

 Ostatni dzień Grudnia tego roku.  Wiele osób właśnie w tym ostatnim dniu robi podsumowanie całego przemijającego  roku. Cóż, a co ja mogę powiedzieć? Jaki był rok 2019 był dla mnie ? 

Tak naprawdę trudno mi powiedzieć,  czy był to rok dobry czy zły. A może taki średni.  

Pokazał mi , że znów życie potrafi być nieprzewidywalne i zweryfikował mi pewne plany. 

Za to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w tym roku, mieliśmy naprawdę fajny rejs żaglówką . Niektórzy może nawet przezwyciężyli swoje lęki. Załoga się trochę dotarła  , pewne rzeczy wykonywaliśmy lepiej. Inne może nam trochę jeszcze nie do końca wychodziły, ale wychodziliśmy ze wszystkiego obronną ręką 😉

Pod względem zawodowym bez zmian , choć może w przyszłym roku będę się rozwijać. Zobaczymy.

A może będą duże zmiany ?

Zamknęłam w tym roku dużo spraw.

Pokończyły  się też niektóre znajomości. 

Może to i lepiej,  mniej toksycznych ludzi wkoło. 

Blogowo chyba nieźle. 

W tym roku też częściej sięgałam po lustrzankę, i wydaje mi się że trochę rozwinęłam się fotograficznie . Robienie zdjęć sprawia mi przyjemność i jeśli mam czas pstrykam.  Najważniejsze, że wiem konkretnie co chce uchwycić na zdjęciu, a nie pstrykam ,aby tylko fotografować.

Jakie plany na przyszły rok ?

Tak naprawdę nie mam aż tak wielkich planów.

  A co z postanowieniami noworocznymi ? 

Może i jakieś są,  ale z tymi postanowieniami jest tak, że jedne udaje się zrealizować,  a inne nie i wtedy wychodzi lipa. Więc nie będę o nich pisać, bo jak czegoś nie dotrzymam, to będzie mi głupio przed sobą .

Mam jednak nadzieję, że rok 2020 będzie choć odrobinę lepszy niż 2019 nie tylko dla mnie , ale dla wszystkich 🎉