XXI wiek , i związki z konieczności

Czy w XXI wieku istnieją jeszcze związki z konieczności? Jedni powiedzą, że NIE. No, ale czy naprawdę? Pewnie znaleźliby się jeszcze tacy, co na ten temat mogliby podyskutować. A co ja uważam?

Cóż wszystko zależy od kraju w którym się przebywa czy urodziło, kultury, osobowości i wielu innych czynników.

Może najpierw trzeba byłoby zadać sobie pytanie, co oznacza związek z konieczności? 

Czy to małżeństwo już ustawione za młodu, przez rodziców? Od razu ktoś powie no…

ej Agata hola, hola co Ty, już nie ma czegoś takiego. Czyżby? 

W niektórych małych wioskach tureckich czy arabskich do dnia dzisiejszego rodzice chłopców i dziewczynek układają się i ustalają że ich dzieci jak dorosną to będą razem . Skąd wiem?

Jak przyjechałam do Niemiec chodziłam na kurs niemieckiego między innymi  z turczynkami. Jak opowiadały o sobie, a wszystkie były zamężne, to prawie wszystkie musiały wyjść za mąż właśnie z konieczności. Serio , zarowno te młode jak i te starsze. Rzadko która wybrała sobie sama chłopaka. Układy rodzinne, rodów, i małżeństwa były wcześniej ustalone. Młodzi się dostosowali . Przyjeżdżając   do Niemiec nawet nie myśleli o tym, aby w przyszłości coś zmienić niezależnie od tego, czy byli szczęśliwi, czy nie. Po prostu tak miało być A gdzie miłość? Czasem się pojawia, ale sporadycznie.

Oczywiście te rodziny co mieszkają już w Niemczech od wielu lat, lub od urodzenia, nie swatają swoich dzieci za młodu. Już żyją po europejsku. Dostosowali się.

 Kiedyś czytałam artykuł o tym, że gdzieś indziej, ale już  nie pamiętam gdzie, oddawano rękę małych dziewczynek o wiele starszym mężczyzną. Tam te małżeństwa są zawierane z konieczności. Rodziny są tak ubogie, że muszą sprzedawać swoje córki,  które są jeszcze niedojrzałe do małżeństwa.  

Ogólnie masakra. Czy wszędzie musi rządzić pieniądz?

 Oczywiście są też takie przypadki, że jedna ze stron idzie za pieniądzem. I to jest jej świadomy wybór.  Nie ważne, że przeważnie jest podpisywana wcześniej intercyza. Ważne, że tu i teraz obydwu stronom taki układ pasuje. Co będzie później? To się zobaczy. Lekko się podchodzi , a potem człowiek nieszczęśliwy tkwi w takiej relacji,  ponieważ liczy się materializm. A efekt jest taki że pozornie jest się szczęśliwym małżeństwem np: dla mediów, sąsiadów, dalszych znajomych, a w rzeczywistości każdy żyje swoim życiem. I robi co chce.

Co jeszcze może być pobudką do zawierania związku niby nie z konieczności, a jednak z konieczności? 

DOSKWIERAJĄCA SAMOTNOŚĆ

Nie oszukujmy się, to jest silny argument. Wiele osób boi się samotności, nie chce być samemu. A jak nagle z różnych przyczyn losowych ktoś  zostaje sam, to ciężko jest sobie poradzić z tą samotnością. A single , też w pewnym momencie swojego życia nie chcą być już same. I umówmy się, że żaden piesek, kotek nie zastąpi tej drugiej osoby. Można być nie wiadomo jak towarzyskim, mieć ogromne grono znajomych. Jednak  to nie zastąpi kogoś bliskiego , zawsze po spotkaniu wraca się do pustego domu. Do tej pustki. 

Niektórzy zaczynają szukać znajomości w internecie, ponieważ tak ciężko jest znaleźć kogoś w realnym świecie. Nie ma czasu, człowiek jest zabiegany , a może napisać na czacie jest łatwiej, niż w realu  przynajmniej na początku. Powszechnie wiadomo, że w Internecie, cóż można spotkać nie wiadomo kogo, psycholi, popaprańców i innych wariatów. No, ale czasem zdarza się, że i po drugiej stronie monitora można spotkać miłość. Mozna szukac w klubach, wszędzie .Zdesperowana osoba samotna która ma dość samotności łapie się każdego sposobu, aby kogoś znaleźć.  A jak już znajdzie ?

Wszystko fajnie,  lecz jeśli ta druga połówka okaże się nieodpowiednia,  to bywa i tak, że ktoś mimo wszystko tkwi w takiej relacji właśnie z konieczności. Dlaczego? Aby po prostu kogoś mieć i to, za wszelką cenę. Bo nie chce się wracać do tej pustki, która była wcześniej.

A ile osób tkwi w toksycznych związkach, nie chce mówić już o extremalnych przypadkach, gdzie jest przemoc fizyczna, i  psychiczna. Tkwi się w takim związku z konieczności, bo są dzieci, bo co znajomi powiedzą, rodzina. Nie ma się sił wyjść z tej relacji , bo jednak co będzie i jak to będzie bez niej , bez niego ?  Nie widzi sie tego, że można żyć spokojnie , normalnie Tu jest problem złożony i często niełatwy do pokonania dla takich osób, aby znaleźć dobre rozwiązanie , czy po prostu ruszyć z miejsca.

A na wsi ? Jak dziewczyna zaliczy wpadkę,  to cóż rodzice napierają na to aby był ślub. Panna sama z dzieckiem to przecież taki wstyd. Jak jeszcze para się kocha i przydarzy się, to mają szansę zbudować piękny związek, i szczęśliwą rodzinę,  natomiast jak to jest wpadka taka jednorazowa , to czy związek z konieczności ma jednak sens ? W większości przypadków nie.

Uważam że dziś , a przynajmniej mieszkając w Europie każdy  może zdecydować w jakim związku chce być i czy z konieczności. 

Żyjemy szybko, intensywnie i jeśli mamy na to wpływ, nie jak turczynki które spotkałam w swoim życiu na kursie językowym, które musiały i nie miały wyboru, bo rodzina zdecydowała kiedyś za nie. A kogoś wpuścimy  do swojego życia to niech, to będzie wybór przemyślany, kierowany sercem, rozumem , uczuciem . Tak aby obydwie strony czerpały  z tego radość , szczęście i to przez długie lata , a nie tkwiły w dziwnych relacjach. A szczególnie jeszcze w takich z konieczności. Przecież każdy z nas zasługuje na szczęście takie prawdziwe, które nie jest grą pozorów.

Reklamy

Pierwsza rocznica

No proszę jak ten czas szybko leci. Kto by się spodziewał. Dziś mija dokładnie rok odkąd postawiłam witrynę w WordPress, i założyłam na niej Bloga.

Przyznam się, że na początku sama nie wierzyłam w te moje pisanie. A dokładnie w to, że jednak ten Blog przeżyje. Byłam pełna obaw, czy znajdą się pomysły na kolejne posty. Czy te moje wypociny, da się w ogóle czytać? Czy ktoś na dzień dobry będzie mnie hejtował . Czy komuś moja witryna się spodoba? Czy ja stracę zapał do pisania?

A jednak udało się.

Blog: ” o wszystkim i o niczym  ”- dziś ma dokładnie rok 🙂

Na początku starałam się, aby posty pojawiały się raz w tygodniu, choć pierwsze założenie było takie, że wpisy będę dodawać raz, czy dwa razy w miesiącu. Lecz czytając dużo o Blogach wyczytałam, że jednak dobrze jest na początku pisać często, aby Blog nabrał rozmachu.

Przyznam się, że pomimo tego, że pisanie sprawia mi dużo przyjemności, to nie mam zbytnio czasu na to, aby siedzieć i pisać posty co dwa dni.  Patrząc na innych blogujących nawet miałam wyrzuty, że ja tak mało piszę. No, ale szybko takie podejście wypędziłam ze swojej głowy. Inaczej by była lipa.

W dodatku nie chciałam, aby te moje posty były puste.

Owszem przez ten rok jedne wpisy były lepsze inne gorsze. Lecz mam nadzieję, że każda moja treść była na swój sposób ciekawa. A może i czasem dała do myślenia.

 Dziś posty na Bloga nie piszę już tak często jak na początku, lecz staram się pisać tutaj raz, dwa, ewentualnie trzy razy w miesiącu. Czemu? Jak pisałam co tydzień, to czułam taką presję w pewnym momencie , że

…ej Agata już czas ,trzeba coś napisać na Blogu…

A, to przecież nie na tym miało polegać. Na pewno będę starała się zachować w dalszym ciągu systematyczność w pisaniu. Z czasem też będę ulepszać swoją witrynę, aby była jeszcze czytelniejsza. 

W ogóle, to przez chwilę zastanawiałam się czy nie zostawić WordPress, i nie pisać gdzie indziej. No, ale jednak na razie zostaję tutaj. I postaram się dalej czarować słowem.

Dziękuję wszystkim tym co mnie wspierają,dopingują do dalszego pisania, dziękuję za wszystkie polubienia i komentarze, oraz za to, że mnie od czasu do czasu po prostu czytacie.

Podsumowanie sezonu

Powoli sezon na żeglowanie już się kończy.  A tak naprawdę przedwczoraj oficjalnie skończył się sezon, choć jachty jeszcze pływają  Zaraz będą jednostki pływające zabierane z wody , jest już też po targach sportów wodnych. Żałuję że w tym roku nie mogłam na nich być. 

Każdy wyjeżdżając na weekend, czy na dłuższy urlop , myśli o przyjemnych rzeczach, no takich jak zagospodarować sobie miło  czas. Nikt nie bierze tego pod uwagę, że można z urlopu już nie wrócić. 

Jaki był ten sezon?

Pomimo różnych aur pogodowych, oraz innych incydentów, to śmiało można powiedzieć,że był to dobry sezon. Choć niebezpieczny . Interwencji  ratowników było ponad 260 w tym sezonie. Więcej niż w poprzednim.

Co roku ludzie się topią…

W tym roku było głośno o słynnym reżyserze filmowym który utopił się na jeziorze Kisajno nieopodal swojej posiadłości. Tutaj wydarzył się nieszczęśliwy wypadek .

Czy każdy topielec to nieszczęśliwy wypadek ? 

Pamiętam jak miałam naście lat i byłam pod namiotem nad jeziorem, a do znajomych przyjechali na weekend znajomi. Wszyscy bawili się świetnie,  było ognisko z gitarą śpiewem, kiełbaskami i alkoholem. Nad ranem ten pan co przyjechał tylko na weekend stwierdził, że pójdzie się przekąpać, żeby otrzeźwieć czy się odświeżyć. Poszedł, i niestety już nie wrócił. Nurkowie tego pana szukali , dwa czy nawet trzy dni. Zaplątał się w glony, i jezioro nie chciało go wypuścić. Więc to nie jest tak,  że tylko bogatego się szuka, przeciętnego Kowalskiego też, tylko to nie jest tak nagłaśniane jak, to było przypadku utopca z jez. Kisajno. W obydwu przypadkach panowie jednak byli po alkoholu i to nie w małych ilościach.

Dużo razy wspominałam o tym,  że od najmłodszych lat jeżdżę na mazury. I w życiu widziałam kilku topielców. Raz nawet  dziewczynkę wyciągnęłam z pod wody , jeszcze chwila i poszła by w odmęty jeziora. Czasem wystarczy chwila nieuwagi , czasem gubi brawura,  pewność siebie , panika itd czasem szok termiczny, jest krokiem do zawału . 

Woda i alkohol

No właśnie,  woda i alkohol.  To niebezpieczna mieszanka i w większości przypadków kończy się przeważnie tragicznie. Ogólnie na jeziorze jest trudno określić odległość,  czy do bojki , czy do brzegu mamy sto metrów czy dwieście. A po alkoholu wydaje nam się, że jesteśmy blisko, a okazuje się że jednak daleko. I często zła ocena swoich możliwości,  brak sił, narastająca panika , fala, skurcz, zły skok do wody, nie ta kondycja i tragedia gotowa. Pan zostawił żonę rodzinę i małe dzieci , a miał być to świetny wypad na Mazury . O ile dobrze pamiętam, to ta rodzina przyjechała pierwszy raz do krainy wielkich jezior Mazurskich.

Jak masz kasę, to myślisz że wszystko Ci wolno i jesteś wielki Pan .

 Cóż niektórzy myśląc,  że mają pieniądze to wszystko im wolno . Łamią przepisy , często wypożyczają sprzęt o którym mają minimalne pojęcie lub  tak naprawdę żadnego. No i ten zdradliwy alkohol. Pogoda piękna, słońce świeci, ciepło to korci aby sięgnąć po zimne piwo  dla ochłody , jedno …, drugie …, trzecie.

Czasem patrząc na spokój na jeziorze wieczorem o zachodzie słońca, czy wschodzie lub w słoneczny dzień, gdzie woda ma piękny niebieski kolor można by pomyśleć, że nic nikomu nie grozi. Wszyscy pływają, to czemu ja też nie mogę? A w szczególności po procentach prawda …

No pewnie wszystko można,  tylko aby nie zapominać o tym że woda to jeden z konkretnych żywiołów.

Warto sprawdzić pogodę, bo ta może się dość szybko zmienić. Nagle piękne błękitne jezioro może się zmienić w niespokojna czarna toń.  Potężny żywioł gdzie człowiek dopiero zdaje sobie sprawę jaki jest malutki , czasem bezsilny i mało znaczący w obliczu natury.

Kilka opowieści

Coż w tym roku miałam taką sytuację płynąc jachtem po kanale gdy przepływając koło mostu obrotowego…, ale moment .

Jeśli ktoś nie wie , to wygląda tam tak, że jest  sygnalizacja świetlna, a więc mamy światło czerwone i zielone. Więc jak jedne statki, jachty, hausbooty, kajaki, rowerki wodne, motorówki i inne mają czerwone światło muszą stanąć koło brzegu i czekać. A w międzyczasie przepływają  jachty i inne jednostki wodne z naprzeciwka, te co mają zielone światło. Tak więc ja mając zielone popłynęłam przez most, a nie jest tam za szeroko. I płynęły dwie kajakarki z drugiej strony. Mając czerwone światło powinny poczekać na zielone , ale nie one stwierdziły że ich sygnalizacja świetlna nie obowiązuje, i płynęły mi prosto pod jacht. Na szczęście nic się nie stało ponieważ zwolniłam jachtem na tyle ,aby mogły przepłynąć przede mną . Zwróciliśmy paniom uwagę,  ale one zareagowały jakby zobaczyły stworki z kosmosu . No normalnie żeśmy sie z choinki urwali.

Ktoś mógłby powiedzieć że to niby nic takiego , a jednak…. . Nieuwaga trochę, inne okoliczności i mogłoby się to nie fajnie skończyć. 

W tamtym roku nocowaliśmy na Kuli,  to taka zatoczka nieopodal przeprawy pod innym mostem . I co ?

 Po zmroku było słychać jak płyną jachty lub motorówki na silniku.  Nie wiem czy jachtem, czy motorówką, ale któryś przywalił w słup podpierający most.  Po ciemku nie zmieścił się między jednym a drugim słupem , ale łajby do końca chyba nie rozwaliło ,bo popłynęli dalej.  Szkoda łódek naprawdę. Ogólnie jest zakaz pływania po zmroku, a szczególnie gdy nie ma oświetlenia.

W tym roku sama byłam świadkiem jak kilkakrotnie jachty cumowaly już na latarkach. Ok może się zdarzyć, że nie znajdziemy miejsca na dziko  aby zacumowac, i trzeba dopłynąć do najbliższego portu, ale po nocy na jeziorze z latarką cóż to nie jest fajne pływanie ,choć pewnie wrażenia niepowtarzalne.

 Choć słyszałam o takich żeglarzach co uwielbiają tą adrenalinę i jakby mogli , to legalnie by pływali po nocy. 

Innym razem opalając się na plaży miejskiej w Karwicy gdzie było naprawdę dużo ludzi na trawie i w wodzie… Przyjechał pan sie wykapac w niedzielę bo piękna pogoda to szkoda by było nie skorzystać z dobroci jeziora . Wszedł do wody i koniec . Wyciągnęli go , i już było po wszystkim . Nie wiem czy tu był zawał ale pan się utopił. I to wśród ludzi którzy kąpali się obok.

Pogoda i inne czynniki

W tym roku słyszałam też taką opinie, że jezioro Kisajno jest pechowe i tragiczne , nie fajne. A przecież tak naprawdę w każdym jeziorze topią się ludzie. Jezioro jak każde inne .

Pogoda czasem też jest złudna,  pływając w maju przy temperaturach letnich , woda w jeziorach nie jest jeszcze nagrzana.  I o tym często zapominamy, a w upał chciałoby się wskoczyć do wody chociażby w maju. Sama często na początku sezonu będąc na jachcie łapałam się na tym że najchętniej , to bym wyskoczyła do jeziora. I tu też była taka sytuacja że ekipa wybrała się pożeglować na początku sezonu, i jednemu z załogantów wiatr zwiał czapkę . ( Ja już dwie czapki utopiłam, plus 3 pary okularów, ta więc trzeba się liczyć z tym, że te rzeczy można stracić ) Wracając do pana co mu zwiało czapkę niewiele myśląc wskoczył za nią do wody . I cóż szok termiczny, i nastąpił  zawał plus skurcz i tak się to skończyło. Pana nie dało się już uratować. Tak więc brawura , piękna pogoda , impuls , plus procenty i może być tragedia w jednej chwili. Dlatego ja pomimo tego, że w wodzie czuje się jak ryba , to do wody podchodzę z respektem. 

Czy jezioro Kisajno jest nieszczęśliwe?

Zdarzają się naprawdę nieszczęśliwe wypadki , lecz w 90% sami się do tych wypadków przyczyniamy i je prowokujemy. Skacząc do wody na głowę nie znając dna, wypływając nawet na ryby nie sprawdzając pogody , czy po procentach prowadzić motorówkę po %, skacząc do zimnej wody bez wcześniejszego schłodzenia ciała itp. Nie posmarowanie się kremem z UV , czy przy ostrym słońcu nie zadbanie o nakrycie głowy. A potem poparzenia słoneczne , udar głowy …  i inne . Tak więc jezioro Kisajno nie jest niefortunne. Na każdym jeziorze czy na polnocy, czy na poludniu zdarzają się różne rzeczy.

Za rok…

Za rok znów będzie sezon i piękna pogoda , więc zanim wybierzemy się nad jeziora , nie zapominajmy o tym aby sprawdzić prognozę , nie skaczmy na głowę gdzie nie jesteśmy pewni dna , oraz nie wypływamy w pław lub łódkami gdzie czujemy się niepewnie oraz po alkoholu. No i nie wstydźmy się zakładać kapok , ponieważ w kryzysowej sytuacji, to on może nam uratować życie. I za wszelką cenę nie wyłączamy myślenia, oraz miejmy oczy do okola głowy, bo może kiedyś uda nam się kogoś uratować, lub uniknąć tragedii czy nieszczęśliwego wypadku .

Życiem pisane…., krótka historia.

Wiesz myślałam, że będziesz moim przyjacielem. Był czas, że bardzo Ci zależało. Ja miałam, to totalnie gdzieś. Grałeś mi mocno na nerwach, ponieważ w jakimś sensie może chciałeś ingerować w moje życie. A ja nie wpuszczam na swoje podwórko nikogo. Jestem nieufna, a Ciebie uważałam jako totalnie obcego, takiego intruza. Poza tym nie lubię jak ktoś wtrąca się  i wsadza nos w nieswoje sprawy. A tak Ciebie przyjacielu właśnie postrzegałam. Jak wrzód na tyłku, co się przykleił jak rzep do psiego ogona. W duchu nawet się z Ciebie śmiałam, z tych Twoich starań. A Ty byłeś uparty jak osioł i nie poddawałeś się. W końcu powoli zaczęłam trochę z Tobą rozmawiać, wciąż w duchu się śmiejąc z  Ciebie i Twoich poczynań. Widząc Cię na ulicy z daleka, potrafiłam na Twoich oczach odwrócić się na pięcie i pójść w drugą stronę. Jednak i Ty to umiałeś przełknąć, i zachowywałeś się do mnie później jak gdyby nic się nie stało. Dalej się starałeś, bo chciałeś mojego dobra. A ja nie chciałam Twojej pomocy. Nie chciałam też Cię nigdzie spotykać, jak Cię widziałam, to zawsze myślałam o rany, no nie, to znowu ON. A Ty za wszelką cenę chciałeś być dla mnie przyjacielem. Nie pozwalajac mi odejść. Po wielu Twoich trudach troszkę zaczęłam z Tobą rozmawiać.  Może nawet  doceniać te Twoje starania. W jakimś sensie  w końcu  zrobiłeś dziurę w murze, którym się otoczyłam, i postanowiłam Ci troszkę zaufać. Wykorzystałeś to dobrze, a nawet sprawiłeś przyjacielu, że na świat zaczęłam patrzeć inaczej. Lepiej. Pomalowałeś mój świat trochę może na żółto i na niebiesko. Choć pewnie o tym nawet nie wiesz.

Szkoda, że przyjaźń się nie utrzymała. Ty widząc, że radzę sobie doskonale, stojąc twardo na nogach, w końcu postanowiłeś usunąć się w cień. Zdystansowałeś, dziś już jest tak jakbyśmy wcale się nie znali. Nie rozmawiamy ze sobą, a jak już, to bardzo rzadko i dyplomatycznie lub wcale. Jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi.  Mijamy się, lecz siebie  nie widząc . Niby idziemy w jednym kierunku, ale osobno. Szkoda, bo myślałam, że może z tego być naprawdę przyjacielska dobra relacja. Ty wybrałeś, zdecydowałeś  inaczej. Wiesz czasem brakuje mi Twojej rady przyjacielu. 

No, ale radze sobie ,jak zawsze prawda?

 Może w jakimś sensie dziś mi została pustka po Tobie. I sama zrobiłam trzy kroki w tył.

Wiesz co mój drogi, w naszym życiu nieraz pojawiają się ludzie, różni ludzie. Mówi się, że każdy kto zagląda w nasze życie, robi to po coś. Ty przyjacielu pojawiłeś się może na chwilę, aby zrobić coś dobrego dla mnie, pokazać mi, że można inaczej, lepiej,  bardziej. I dziękuję Ci za tą chwilę. Ponieważ odrobiłam lekcję na piątkę i wyciągnęłam wnioski.

Niestety krótka przyjaźń z Tobą pokazała mi, aby jednak zbytnio nie ufać ludziom. I nie robić sobie nadziei na fajną przyjaźń, choć, były z dwóch stron piękne na taką przyjaźń przesłanki. Przynajmniej ja tak myślałam, i tu się bardzo pomyliłam. Ty przyjacielu nagle odpuściłeś, zrezygnowałeś z  tej przyjaźni. Może pod wpływem kogoś , nie wiem, nie wnikam w to mój drogi. Widoczne miałeś swoje powody. Tak zdecydowałeś i ja nie mam na to wpływu. Teraz Ty stworzyłeś taki mur, którego ja nie potrafię zburzyć, ani się przez niego przebić . I przestałam w końcu próbować.

Może i ja coś w tej relacji zawaliłam. Może popełniłam kilka błędów. Obydwoje popełniliśmy.

Tak więc ja wzięłam sie do roboty i załatalam tą dziurę w swoim murze, którą Ty wykułeś, aby mnie już nikt nie mógł rozczarować.

 Cóż w życiu różnie się układa , i ja już wiem przyjacielu, że z tego pieca mąki nie będzie. Bo Ty tego zwyczajnie nie chcesz. Jestem dla Ciebie teraz jak ten wrzut na pupie, którego się nie chce mieć . Dziwi mnie czasem tylko jedno.

Dlaczego gdzieś z tył głowy interesuje Cię co robię ? Raczej już niepowinno prawda? Przecież już dawno odpuściłeś. A nawet nie dałeś szansy na tą przyjaźń, aby mogła być, i nawet tak naprawdę na zwykle koleżeństwo.

Ja dziś  cieszę się, że byłeś  tylko chwilą. Dziś znów na Twój widok na ulicy wolę się odwrócić na pięcie  i pójść w drugą stronę…ponieważ wiem, że jestem dla Ciebie taką zadrą, drzazgą. A nie chce Cię kłuć w oczy. A więc odchodzę, wiem że tym razem nie będziesz mnie zatrzymywać, tak więc żegnaj mój drogi przyjacielu, choć pewnie gdzieś na dnie swojej duszy wolałabym zostać … . 

Z szuflady… ach ta niedziela…

Wiadomo, że każdy z nas czeka na sobotę i niedzielę, aby odpocząć od Szkoły, pracy. Naładować akumulatory na następny tydzień, aby mieć siłę, aby stawiać czoło przeciwnościom.
Ja pracując w Spa niestety rzadko mam weekendy wolne. Dwa dni wolnego są przeważnie rozbite na jeden dzień w tygodniu i jeden dzień w weekend lub na dwa dni w tygodniu. Powiem szczerze, że jeśli nie ma się dni wolnych dwóch jedno po drugim, to człowiek nie wypoczywa. Ja przeważnie nie wiem co mam z tymi dniami zrobić. No, w sumie wiem, ponieważ zawsze nie wiem, w co ręce włożyć. Zawsze jest tyle zaległych spraw, które trzeba ogarnąć, mieszkanie, które trzeba doprowadzić do porządku. Pranie, gotowanie na następne dni, a przynajmniej dwa , jakieś inne sprawy do załatwienia. Więc zawsze po jednym dniu wolnym, zamiast iść do pracy wypoczęta, czułam się po prostu wypruta.

Wolny weekend
Natomiast kiedy miałam dwa dni wolne, to przeważnie w sobotę ogarniałam obowiązki domowe, zakupy (w Niemczech zawsze w niedzielę są sklepy pozamykane). A dopiero w niedzielę powiedzmy, że odpoczywałam.

Leniwa Niedziela
No, właśnie czy w niedzielę odpoczywam ? Czasem na pewno. Kiedy miałam sobotę i niedzielę wolną, to starałam się mieć leniwą niedzielę. Czyli, krótko mówiąc, nic nie robić. Czyli nie latać z miotłą ani tego dnia nie stać przy garach. A przynajmniej nie za długo. Staram się iść na spacer, pojechać nad jezioro, przejść się na pola, czy do parku jak jest ładna pogoda, poczytać książkę, nadrobić zaległości serialowe, czy obejrzeć po prostu dobry film, czasem pograć w grę planszową, lub na konsoli.
No i staram się zresetować głowę…

Reset głowy w niedzielę
No właśnie z tym resetem głowy w niedzielę, to dość trudne. I z tego powodu nie lubię chyba tak naprawdę tych niedziel albo inaczej nie przepadam za niedzielami. A dlaczego?
Nie wiem, czy Ty tak masz drogi czytelniku, ale mi zawsze ta nieszczęsna niedziela przemija bardzo szybko. Zaledwie jest ranek, a za chwilę już wieczór. Poza tym, w niedzielę zaczynam już myśleć o pracy lub o obowiązkach, jakie mnie czekają w następnym tygodniu. Porównać ten stan można do … nie wiem. .. hmm..,bycia na urlopie, kiedy nie wiesz jak spędzić ten ostatni dzień urlopu. Czy iść jeszcze coś zwiedzać, leżeć plackiem na plaży, a nawet jak leżysz i się opalasz, to już myślisz w sumie o pakowaniu.
Czasem też nie wiem co zrobić z tym dniem, bo wiem co mnie czeka w poniedziałek. No tak to jest gdy mając w niedzielę ten poniedziałek już w swojej podświadomości ciężko mi się do końca w 100% zrelaksować. Chodząc jeszcze do szkoły często w niedzielę wieczorem uczyłam się do klasówki , lub odrabiałam prace domowe. Więc niedziela też uciekala szybko. A cóż poniedziałków nie lubię, ponieważ, niedziela powoduje to, że nie chce mi się zaczynać kolejnego tygodnia. I trzeba powoli znów wbić się w rytm, pracy czy nauki.

Miałam taką koleżankę w pracy, która niedzielę spędzała w szlafroku z herbatą czy kawą w ręce, dobrą książką i w pełni się relaksowała mając rodzinę i dwóch synów. Nie wiem jak ona to robiła , ale widocznie miała tego dnia totalnie wszystko gdzieś , a rodzina sama organizowała sobie czas i przejmowala wszystkie obowiazki. Może jej tego trochę nawet zazdroscilam , ponieważ chyba nie zdarzyło mi się abym cały dzień przechodziła po domu w piżamie. Wyjątki to choroba, gdzie leżę cały dzień plackiem w łóżku.
Tak więc, u mnie niedzielę są różne. Czasem, gdy tylko ta niedziela jest dla mnie dniem wolnym, to traktuję ją jako normalny dzień roboczy, i działam na pełnych obrotach jak mały samochodzik 😉, a czasem, gdy tylko mam taką możliwość spędzam ją możliwie leniwie, i relaksująco.

A Ty drogi czytelniku, jak spędzasz niedzielę? Leniwie czy aktywnie? A może też za nią tak naprawdę nie przepadasz? I nie możesz się w pełni zrelaksować tak jak ja

Wakacje i zwierzęta

Wakacje i zwierzęta


Uczniowie, młodzież, a także i studenci przeważnie cieszą się na okres wakacji, czy przerwę pomiędzy sesjami oraz semestrami. Jako dziecko zawsze czekałam na okres wakacyjny z utęsknieniem. Miałam o tyle dobrze, że w wakacje nie siedziałam w mieście. Przeważnie na dwa miesiące zawsze gdzieś wyjeżdżałam. Jednym razem, to była kolonia, innym wypad na wieś, jednak najczęściej jeździłam pod namiot, na pole namiotowe gdzie nie było prądu, prysznica i zero cywilizacji. Głucha puszcza Piska. Jezioro, las i kilka osób. Na początku rzeczywiście jeździliśmy na Bindugę, gdzie może oprócz nas rozbijały się jeszcze dwa namioty. Potem z upływem lat coraz więcej namiotów przybywało, ponieważ znajomy znajomemu polecał Bindugę i piękne miejsce nad jeziorem Nidzkim. Aż Binduga stała się polem namiotowym, za które pobierane są opłaty za biwak, na którym do dziś nie ma prądu, ani prysznica. Kiedy jeszcze przyjeżdżało mało ludzi.

Łono natury, cudo

Pamiętam jak wcześnie rano można było zaobserwować zwierzęta leśne idące polaną do jeziora, aby się napić. Był taki czas, że wstawałam skoro świt, szłam do lasu siadałam sobie pod ulubionym drzewem i obserwowałam jak się wszystko budzi, co dawało mi wielką radość i siłę, aby stawić czoło kolejnemu dniu.
Dziś pływając jachtem i cumując na dziko, lubię usiąść na dziobie wieczorem o zachodzie słońca i podziwiać naturę. Lub wstać z rana i poobserwować przyrodę, wsłuchać się w śpiew ptaków, czajek, odgłosów dochodzących z lasu. Dla mnie takie momenty są bezcenne.
Oczywiście po sezonie, kiedy jadę na mazury do dnia dzisiejszego można na spokojnie poobserwować przyrodę.

Zwierzak w domu

No dobrze, ale przejdźmy do rzeczy. Wiele osób w pewnym momencie swojego życia decyduje się na jakieś zwierzę domowe. Zwierzaczki są różne: papugi, świnki morskie, myszki pająki, węże, koty, psy, Seszele itp.
Często zdecydowanie się na posiadanie zwierzaka, jest przez wiele osób bardzo przemyślanym wyborem, wzięciem na siebie pełnej odpowiedzialności, jak i konsekwencji posiadania zwierzaka.


Niestety zdarza się tak, że ktoś kupuje komuś w prezencie małego kotka, bo mały to przecież taki słodki, szczeniaka no bo śliczny. Chyba każde dziecko chciałoby mieć swojego pupila. No i fajnie, gdy wszystko jest pięknie i ładnie, i zwierze nie stwarza problemów, czy szkód w domu albo dopóki nie zbliża się okres wakacyjny, czy urlopowy. I tu powstaje problem, co zrobić z pupilem?

Odpowiedzialność

Nagle nasz ukochany zwierzak staje się niewygodny. Taki balast. Przecież nie wszędzie można zabrać psa lub kotka ze sobą na urlop i co wtedy?

A przecież jest wiele rozwiązań. Można dogadać się ze znajomymi, aby zaopiekowali się zwierzakiem pod nieobecność. Są hotele dla psów i kotów, oraz innych zwierzaków. W większości ośrodków wypoczynkowych czy nawet hoteli można zabrać czworonoga ze sobą.
Sama mam kotkę i przeważnie ona wszędzie jeździ ze mną. Czy, to na urlop nad morze, czy na mazury? Jedzie ze mną. Raz zdarzyło się tak, że poprosiłam znajomą, aby przez kilka dni przychodziła i mi ją dokarmiała pod moją nieobecność. I w tym roku zostawiłam kotkę znajomym, ponieważ cała moja rodzina wypływała na żagle. I jakoś nie widzieliśmy kota na jachcie.


Od wielu, wielu lat wszystkie zwierzęta, czy to będzie: kot, pies, szczur, jadowity pająk, wąż itp., w czasie urlopowym są po prostu wyrzucane. Tak najłatwiej. W każdym przypadku to skrajna nieodpowiedzialność, szczególnie kiedy ktoś się pozbywa jadowitych, tropikalnych zwierząt.
Takie jadowite, tropikalne gady, pająki są zagrożeniem dla człowieka, znam przypadki gdzie takie zwierzątka były bez żadnych skrupułów wyrzucane w mieście.
Zresztą dość niedawno ktoś wyrzucił węża Boa i długo Policja, jak i inne ekipy poszukiwawcze szukały węża w okolicach Wisły. Niestety nie wiem jak ta historia się skończyła. I czy wąż został w końcu złapany. Kiedyś na przystanku autobusowym w Warszawie ktoś wywalił jadowitego pająka, groźną jaszczurkę.

Zwierzę łatwo wyrzucić. Ot tak jak zepsutą lub zużytą zabawkę.

Pieska, czy kotka łatwo jest wyrzucić. Wystarczy wywieźć po prostu do lasu.
W te wakacje oczywiście też wiele ludzi powyrzucało swoje zwierzęta. A przecież wszyscy mamy uczucia. My ludzie i zwierzaki. A o tym wiele osób zapomina, że nasz pupil też nas pokochał.
Dziwię się przeważnie tym osobom co mają psy. Dla nich najprościej jest załatwić psi hotel na czas urlopu, a nie kosztuje to tak bardzo drogo.
Powiem szczerze, że jeszcze bardziej nie rozumiem takich ludzi, którzy wychowują psa od małego i wywalają nagle półtorarocznego czy dwuletniego psa. Przecież wychować psa nie jest łatwo. Wiąże się to ze szkodami w domu, pogryzionymi butami, z takim szczeniakiem trzeba być. A tu nagle gdzie właściciel przejdzie z psem ten uciążliwy czas i kiedy psiak się robi ułożony nagle wywózka do lasu lub wyrzucenie psa z samochodu. ( Lub innego zwierzaka).
Jest to bardzo przykre dla psa, kota. Traumatyczne przeżycie dla zwierzaka , który czuje i się bardzo przywiązuje do właściciela.
A co z właścicielem, czy człowiek jest tak bezduszny i bez uczuć, kiedy wywala zwierze ? Przecież kot, pies był z nami cały czas towarzyszył nam dzień w dzień .
Moja kotka jest urodzona w 2012 r. Do mnie do domu przyszła jak miała sześć tygodni. Więc już kilka lat jest u mnie w domu. Traktuję ją jak członka rodziny. Wiem, że jak mnie dłużej nie ma to za mną tęskni, czy jak córka gdzieś pójdzie to czeka na nią dopóki nie wróci do domu. A to tylko kot, o którym się mówi, że nie przywiązuje się tak jak pies.

Zastanów się.

Dlatego, zanim ktokolwiek zdecyduje się na jakiekolwiek zwierzę nich nie robi tego pod wpływem chwili, impulsu, namowy znajomych. Tylko dobrze niech przemyśli sprawę, czy jest gotowy na zwierzaka. To obowiązek na parę lat. A przecież z psem trzeba wyjść na spacer w te zimne dni, jak i te słoneczne. Gdy jest się zdrowym, jak i chorym. Zapewnić opiekę w czasie urlopowym. A co do alergii, to lepiej zrobić sobie wcześniej testy, aby się nie okazało, że któryś z domowników ma uczulenie na sierść.

A czy Ty czytelniku masz swojego pupila?
Jak sobie radzisz gdy przychodzi czas urlopu?
Czy byś był zdolny do wywalenia od tak sobie zwierzaka, bo akurat Ci się znudził, lub narozrabiał?
Co sądzisz na temat tego wpisu?

Moja Warszawa

Warszawa
Kiedyś koleżanka poprosiła mnie, abym napisała o Warszawie. W sumie odpowiedziałam jej wtedy, że kiedyś może napiszę o stolicy. Powiem szczerze, że ten temat, mimo tego, że jestem przecież Warszawianką nie jest dla mnie łatwy.

Ponieważ nie wiem co mam tak naprawdę napisać? Jak ugryźć dziś Warszawę? Czy napisać o wspomnieniach moich związanych z Warszawą, czy podejść do tematu pod względem zwiedzania, czyli co warto zobaczyć ? No dobra spróbuję mimo wszystko jakoś ugryźć moją Warszawę.

Przyznam się do tego, że bardzo rzadko w ostatnim czasie bywam w Warszawie. Jest to w dużej mierze spowodowane tym, że jeżdżę na Mazury, a z Berlina nie po drodze mi przez Warszawę, jeśli podróżuję samochodem.

Jednak ostatnio dość dużo podróżuję i jeżdżę przeważnie sama, więc nie opłaca mi się jeździć autem. Więc podróżuję pociągami, PKS-ami. I wtedy już mojej Warszawy nie pomijam.

Taka sytuacja …

No właśnie, kiedyś miałam taką sytuację, że sąsiad mnie spotkał na Saskiej Kępie, a że bardzo dawno mnie nie widział, to był taki zaskoczony, że mnie widzi, że powiedział mi:

“ Pani Agato świetnie, że Panią widzę, bo myślałem że Pani zginęła w wypadku samochodowym”.

A więc kiedy zniknęłam na dobre, to niezłe plotki ktoś musiał rozsiewać w moim bloku. Sąsiad ten już nie żyje, dostał kulkę w łeb. Prowadził kantor i widocznie z kimś zadarł.

Co warto zobaczyć w Warszawie ?
Warszawa to bardzo przyjemne miasto. Na pewno jest atrakcją dla turystów. Będąc w Warszawie warto przejść się na stare miasto , odwiedzić Zamek Królewski, Rynek Starego Miasta, wejść na Barbakany, odwiedzić Bazyliszka. Kolumnę Zygmunta III Wazy. Muzeum Powstania Warszawskiego. Zamek Ujazdowski.

Przejść się Nowym Światem, zobaczyć Pałac kultury, i wjechać na taras widokowy. Zobaczyć Belweder, zwiedzić park Łazienkowski. Przejść się ul. Szucha, pojechać na Pola Mokotowskie, zajrzeć do Złotych Tarasów.

W centrum zobaczyć Rotundę. Choć aktualnie Rotunda jest w budowie , stara została zburzona. Zwiedzić muzeum Wojska Polskiego, przejść się na bulwary Wiślane, wieczorem zobaczyć multimedialny park fontann. Odwiedzić grób Nieznanego Żołnierza. Zobaczyć Centrum Kopernika, odwiedzić Pawiak, Getto. Będąc w Warszawie warto odwiedzić Wilanów , pospacerować parkiem Skaryszewskim, choć ma złą sławę. (Ja ten park znam jak własną kieszeń 😉).

Jest wiele ciekawych miejsc, chociażby jak Praga Południe, ul. Zamieniecka, ul. Wilanowska gdzie zachowały się jeszcze budynki przedwojenne, choć ich coraz mniej. Nie zapominajmy, że Warszawa w powstaniu była cała zburzona. Mogłabym wymieniać jeszcze wiele miejsc, które warto zobaczyć, jak Mokotów i tam tor wyścigów konnych. Zobaczyć Warszawską Syrenkę, Fabrykę Wedla, Zamek Krasickich, budynki sejmu i senatu czy budynek Teatru Wielkiego -który jest jednym z klasycznych budynków, ale zarazem i największym w Europie…

Warto też zajrzeć do „pokoju zagadek”,- których jest kilka w Warszawie.
Park Linowy na Bielanach. W zasadzie dziś każdy w Warszawie może znaleźć coś dla siebie.
Wybaczcie, że dziś nie będę opisywać tych wszystkich miejsc, ponieważ ten wpis chyba nie miałby końca. 🤔
W Stolicy jest bardzo dużo Restauracji, knajpek gdzie można zjeść w zróżnicowanych cenach, ale ogólnie muszę powiedzieć, że nie jest zbyt tanio. Hoteli oraz Hosteli jest dużo, więc każdy może coś znaleźć na własną kieszeń. Choć jeśli ktoś chce tani nocleg w Hostelu, to trzeba odpowiednio wcześniej zamawiać. Na ostatnią chwilę ciężko ogarnąć miejsce do spania tanio.

A wieczorem Warszawa jest, też bardzo interesująca. Jest wiele klubów, gdzie można się zabawić np.: New Orleans, Miejsce chwila, Stodoła, czy klub Hybrydy i wiele innych. Tak, więc, jak ktoś szuka rozrywki, to stolica daje naprawdę wiele możliwości.
Warszawa od 2003 r., bardzo się zmieniła, rozrasta się. Powstaje wiele nowych budynków. Warszawa staje się miastem nowoczesnym. Sama Saska Kępa, na której mieszkałam od dziecka, się bardzo zmieniła. Jeśli ja miałbym ocenić, to raczej na niekorzyść.

Dlaczego?
Dla mnie Saska Kępa po prostu zmalała. Samochodem po niej jeździć, to katastrofa. Znaleźć miejsce parkingowe, to też nie lada wyzwanie, z ulic dwukierunkowych zrobiono jedno kierunkowe. Samochody na chodnikach, na ulicach ciężko się przecisnąć. Zlikwidowano kilka fajnych kafejek np.: na ul. Francuskiej, które były od zawsze na Kępie i tworzyły niepowtarzalny klimat.

Owszem Saska Kępa dalej ma swój klimat, tego nie można powiedzieć. Jest to kwestia tego miejsca, tej dzielnicy.
Warszawa dziś jest inna, nowocześniejsza, ale pomimo wszystko wciąż ta sama. Miło mi wracać do Warszawy na weekend, odwiedzić rodzinę, poszwendać się po starych zakamarkach Warszawy, spotkać się ze znajomymi. Zawsze będę podchodzić do niej bardzo nostalgicznie. Pytanie, czy znów chciałabym mieszkać na stałe w Warszawie? Nie wiem, chyba jednak nie.
O wspomnieniach związanych z Warszawą kiedyś, więcej napiszę w innym wpisie.

A co Ty czytelniku sądzisz o dzisiejszej Warszawie ?