Tablet czy laptop?

Od jakiegoś czasu tak naprawdę używam cały czas ultrabooka mojej córki. Moje wszystkie dotychczasowe komputery i laptopy po prostu skończyły swoją żywotność . No niestety nic nie jest wieczne 😕, więc i sprzęty od czasu do czasu trzeba wymieniać .

Wiadomo , że mam jeszcze swojego smartfona którego dość mocno eksploatuje . No , ale na telefonie jednak nie zrobię tego wszystkiego co na laptopie. Owszem mam jeszcze tablet , którego bardzo lubię , ale on też już zaczyna mi szwankować . Używam go od czterech lat , więc ma prawo już powoli się buntować. Tak, więc pewnie za jakiś czas chcąc nie chcąc będę musiała sobie coś nowego kupić.

Laptop

Pewnie każdy powie , że jeśli chce pracować oraz cokolwiek robić, to laptop będzie jednak najlepszym wyborem. I zgadzam się z tym. Tylko, że ja lubię pracować na różnym sprzęcie. Laptopa niekoniecznie wszędzie ze sobą wezmę. I czasem nie zmieści mi się do plecaka, czy torebki. Lecz bez dwóch zdań, laptop , ultrabook z bardzo dobrą baterią jest też mi potrzebny. To jednak najistotniejsze narzędzie do każdej pracy .

Tablet

Wiele osób uważa że tablet , to nie jest zbytnio chodliwy towar . Oczywiście częściej sięgamy po telefon niż IPada aby przejrzeć Internet, odczytać wiadomość, czy coś szybko sprawdzić w sieci . Tablet jest dobry na urlop , służy nam za mały telewizorek, udostępnia rozrywkę albo fajnie jest przeczytać fajnego e-booka.
Oczywiście nie ukrywam tego , że sama znacznie częściej jednak sięgam po telefon niż po tablet . No, ale na tablecie też bardzo dobrze mi się pracuje ☺. Chyba mogę powiedzieć z czystym sumieniem ,że dziś równie często sięgam po tablet ,jak też siadam przed laptopem . Zależy co chce robić i nad czym w danym moemncie pracować. Był też taki czas , że jak wyszły tablety na rynek ,to podchodziłem do nich z dużą rezerwą . No ,ale kiedy kupiłam sobie pierwszy tablet, był to Samsung 7 calowy , i co się okazało potem częściej sięgałam po tablet niż po telefon, ponieważ miał większy wyświetlacz . No , ale kiedy to było… , dawno, dawno temu.😉 A jak za jakiś czas kupiłam sobie dziesięcio calowego Samsunga , to Wow zawładną moim sercem całkowicie. I było tak, że naprawdę laptopa odpalałam bardzo rzadko. Bo wszystko czego potrzebowalam ogarnęłam w tabku .Dziś przecież w tablecie, czy smartfonie każdy jest w stanie zrobić praktycznie, to co w laptopie. A przynajmniej te podstawowe i najpotrzebniejsze rzeczy .

Nawet był taki czas w mojej pracy , że padł nam komputer A szefowa, cóż nie kwapiła się zbytnio do tego aby kupić nam nowy sprzęt, więc kilka krotnie wzięłam ze sobą ultrabook aby jakoś funkcjonować , ale później jednak doszłam do wniosku, że aby najistotniejsze rzeczy ogarnąć wystarczy nam też tablet.

Ponieważ bardzo lubię czytać książki , więc tablet tu też mi się sprawdził. Jeżdżąc do pracy w komunikacji miejskiej bardzo często siedziałam i czytałam. Co prawda w koncu kupiłam sobie czytnik Kindle, ale zdarza mi się przeczytać jeszcze książkę na tablecie .

Jak jeżdżę do Polski, to tablet służy mi jako hot spod . Szczególnie w podróży kiedy używam telefonu jako nawigacji.
Też często sięgam po tablet aby po prostu coś obejrzeć, odpisać na maila , nawet zeskanować dokumenty , czy napisać tekst. Natomiast po za domem zdarza mi się też pracować z tabletem. A wiec przeważnie mam go w plecaku czy torbie .Jeśli muszę coś wrzucić w exela na mieście , to lepiej mi się pracuje na dworze z tabletem niż z telefonem. Chociażby ze względu na wielkość ekranu.

No cóż pisząc dziś ten wpis dochodzę do wniosku , że w przyszłości będę musiała kupić sobie zarówno ultrabook jak i tablet.
Jeśli chodzi o tablet, to muszę się zastanowić czy zainwestować w kolejnego Samsunga czy tym razem kupić IPada.

A Ty czytelniku, co sądzisz o tabletach lub iPadach?
Czy dziś mają rację bytu ? I są przydatne? Poręczne ? Czy można na nich spokojnie pracować?

Emocje , emocje

Powiem szczerze , że czasem mam problem na czym napisać kolejny wpis. Czy usiąść do Laptopa czy napisać tekst na smartfonie czy w tablecie. Chyba najbardziej lubię jednak tablet i smartfon. A przecież wydawało by się , że tutaj powinien wygrywać w większości przypadków jednak Laptop. Czytając niektóre wpisy na Blogoswerze  dochodzę do wniosku , że chyba nie jestem za dobrym Blogerem. Ponieważ nie siedzę codziennie na swojej witrynie i nie szkicuje wpisów non stop . U mnie to wygląda tak , że siadam jak mam wenę , czas i po prostu zaczynam pisać . Powiem szczerze , że może to dziwne , ale jak nie napiszę od razu tekstu od początku do końca, to potem jest ciężko już . W pewnym sensie  podobnie mam z książkami . No oczywiście przeważnie nie da się przeczytać książki od deski do deski , ale jak mnie nie porwie, i mam dłuższą przerwę w czytaniu , to potem mimo wszystko trudno mi wrócić do danego ebooka. No ,ale tak to ze mną już jest .

Do tego wpisu zainspirował mnie wpis Moniki o emocjach . Myślę , że warto skupić się na temacie . A przy okazji pozdrawiam Cię Moniko serdecznie 🤗

Ostatnio natknęłam się na takie zdanie :,, To nie prawda , że kobiety nie mają swojego charakteru, lecz codziennie inny,,

🤔Powiem szczerze , że chyba nie zgadzam się z tym zdaniem . Kobieta ma swój charakter jak najbardziej , ale nie zmienia go codziennie . Jasne ,że jesteśmy zmienne lub kapryśne . Lecz na to jakie jesteśmy danego dnia wpływa wiele czynników. Czy się wyspalysmy , czy sex był udany , ile spraw musimy załatwić danego dnia , czy poprzedniego dnia wszystko nam się udało, czy nam ktoś nie dogryzl itp. No i oczywiście dużą rolę właśnie tu odgrywają nasze emocje . To one przyczyniają się do naszego nastroju , a nie do codziennej zmiany charakteru.

Może rzeczywiście my mamy trochę większy problem od mężczyzn z oddzieleniem emocji , a realnym czy chłodnym spojrzeniem na pewne sprawy . Ja osobiście sama cały czas się uczę ,oddzielać swoje emocje od normalnego myślenia. Jestem osobą impulsywną i często najchętniej zadziałała bym pod wpływem emocji. Tylko nauczyłam się tego, że podejmowanie lub jakiekolwiek działanie pod wpływem emocji, nie wychodzi mi raczej na dobre. I teraz staram się na chłodno wszystko , aczkolwiek czasem trzeba zadziałać właśnie szybko i pod wpływem emocji. My kobiety mamy też tendencje do rozmyślania , nad wszystkim . A może nawet rozbierania wszystkiego na części pierwsze. I się zaczyna rozmyślamy; kto jak sie zachował, jaką minę przy tym zrobił, a dlaczego to powiedział czy tamto itp , itd. No , a często rezultat jest taki , że jak za dużo na jakiś temat myślimy, to nas to później spala . I te rozmyślanie jest raczej do niczego . A nam nie potrzebnie tylko czaszka dymi , a w rezultacie dochodzimy do błędnych wniosków.  Mamy też często tendencje do tego , że chcemy już działać teraz natychmiast , już chop siup, na urabura czarna chmura . A warto poczekać na rozwój wydarzeń. Owszem niektóre sprawy same się rozwiążą i naprawdę warto nie raz daną sprawę po prostu zostawić swojemu biegowi, i nie rozmyślać , rozmyślać i rozmyślać.

Sama miałam tak ,że moje emocje zabierały mi mój spokój wewnętrzny, szarpały nerwy , aż w końcu doszłam do wniosku ej Agata po co ci to? Nie warto, staraj się wrzucić na luz. Niełatwo mi było , ale dziś mogę chyba powiedzieć , że udało mi się to. Wrzuciłam luz i nie pozwalam sobie aby emocje mną rządziły , a co do rozmyślania to owszem rozmyślam , ale tylko tyle ile muszę . I z takim podejściem lepiej się czuję ,oraz funkcjonuje . A przede wszystkim nie spalam się już jak wcześniej ☺

Wiem że nie zbawię świata ,ani też wszystkich nie uszczęśliwię . Po prostu się nie da . A kogoś też na siłę przecież uszczęśliwić nie można . Aj .Kiedyś się przejmowałam jak komuś się nie spodobało to co robię ,lub coś powiedziałam czy się jakoś zachowałam nie tak. Chciałam zawsze aby było dobrze dla wszystkich , ale tak się w większości przypadków nie da…, aby wilk był syty i owca cała . I trzeba się z tym pogodzić lub poprostu zaakceptować, że tak jest i koniec kropka. Zawsze komuś coś nie będzie się podobało , czy pasowało itd.  Jeśli ktoś ma mnie lubić , to musi mnie akceptować taką jaką jestem z moimi wadami i zaletami oraz emocjami . Każdy z nas w życiu codziennym odgrywa własną rolę , i nie starajmy się na siłę wcielać w inną postać aby ktoś był z nas zadowolony . Przecież to się po prostu nie sprawdza .

A Panowie cóż niby mają mniejszy problem z emocjami niż kobiety . No pewnie w większości przypadków tak. Choć z moich ostatnich obserwacji wynika , że jednak mężczyźni bywają pod tym, względem nawet gorsi od kobiet . I większość z nich ma naprawdę problem ze swoimi emocjami .  Tak samo ciężko im oddzielić emocje ,od realnego myślenia .Nie wiem czemu tak się dzieje . Może to wpływ ducha tych czasów.  Ja dochodzę do wniosku , że czasem naprawdę nie rozumiem mężczyzn. Może dlatego że pojawił się w moim życiu ktoś , kogo zupełnie nie umiem rozgryźć. I jest to dla mnie człowiek zagadka. Może jednak kobiety są w Wenus, a mężczyźni z Marsa . ( Przynajmniej w toku swojego rozumowania )😉

A ty  czytelniku umiesz już panować nad swoimi emocjami ?

Nie rokminiasz wszystkiego niepotrzebnie?

Umiesz przejść z trudnymi sprawami do porządku dziennego ?

Umiesz poczekać na spokojnie na rozwój wydarzeń,gdzie emocje dają Ci popalić?

Towarzysz życia- smartfon

Uwielbiam technikę nowinki techniczne , telefony, laptopy itp. Z jednej strony cieszę się , że technika tak idzie do przodu i mamy dziś taki sprzęt, internet oraz możemy korzystać z tego dobrodziejstwa . Lecz czy naprawdę dobrodziejstwa ? Sama muszę się do tego przyznać, że mam smartfona praktycznie cały czas pod ręką, i bardzo często z niego korzystam . Ostatnio nawet skończyłam czytać książkę na smartfonie choć zazwyczaj albo czytam na tablecie, albo korzystam z czytnika Kindle. Ten wpis akurat też pisze w telefonie, bo akurat mi tak wygodniej. Staram się jednak też robić sobie przerwy od tel , zdarza mi się że gdzieś wyjdę i po prostu zostawię smartfon w domu. I właśnie kiedy nie wezmę ze sobą tel , najwięcej osób chce się ze mną skontaktować. Co za ironia..😉

A jeszcze kilka lat temu odpalałam komputer dopiero wieczorem, kiedy porobilam wszystko w domu i położyłam córkę spać. Wtedy miałam czas,aby porozmawiać przez Skype, gadu gadu, czy napisać maila . I może jednak mimo że to były początki tej ery internetowej, to jednak może było lepiej ? Człowiek nie był tak uzależniony od tej elektroniki . Dziś trzeba otwarcie powiedzieć, że w jakimś sensie jesteśmy uzależnieni. Tak wlasnie uzależnieni. Choć pewnie wiele osób powie,że nie . Lecz tak jest . Gadżety elektroniczne , to dziś nasze tak naprawdę ,, towarzysze życia ,,. Pewnie też większość myśli, o jejku co by było gdyby nie było smartfona. Katastrofa , życia sobie nie wyobrażamy bez tego .. No dosłownie świat by się co niektórym zawalił.

Wychowałam się w latach 80/90 i mimo wszystko uważam , że wtedy chyba jednak było fajniej . Dziś może jest łatwiej skontaktować się z rodziną, znajomymi , urzędami itd. Załatwić różne sprawy , opłacić rachunki nie wychodząc z domu. Nagrywamy filmiki, robimy zdjęcia. Ok jest to świetna sprawa . I bardzo sobie cenię te wszystkie możliwości jakie daje mi Internet plus smartfon. Tylko kiedyś musieliśmy ze sobą rozmawiać w cztery oczy. Pójść na spotkanie z drugą osobą. Dziś robi się to coraz trudniejsze .

Teraz w weekend gościlam u siebie przyjaciółkę z Polski. Jesteśmy w stałym kontakcie , bo codziennie piszemy do siebie na whats app , dzwonimy rozmawiamy itp. Lecz spotkań na żywo jednak nic nam nie zastąpi. Dlatego postanowiłyśmy , że jesli tylko będziemy mogły tak wykorzystać wolny czas , i zgrać się to będziemy go wykorzystywać właśnie na spotkania pomimo dzielącej nas odległości.

Spójrzmy na dzisiejszą młodzież. Siedzą w smartfonach cały czas. Dorośli też. Znam osoby które ze swoim smartfonem wręcz się nie rozstaja. Praktycznie mają go cały czas w ręku ,a nawet z nim śpią. Bo służy im jako budzik .Ok ja wszytko rozumiem, ale bez przesady . Idąc do Restauracji w Niemczech często można zauważyć taką sytuację. Rodzina siedzi przy obiedzie,i zamiast rozmawiać ze sobą to każdy w telefonie . A gdzie rozmowa? Czy siedząc przy stole mamy do siebie pisać wiadomości tekstowe ? Jest to takie przykre. Czy naprawdę już niektórzy nie umieja ze sobą rozmawiać? Owszem jak siedzę ze znajomymi przy stole staram się jednak nie wyciągać tel . No chyba że chcemy zrobić sobie zdjęcie, lub ktoś do mnie zadzwoni.

Owszem wiem , ze czasem lepiej napisać, bo trudniej powiedzieć. Sama czasem wole napisac to co mysle niz powiedziec bo mi jest łatwiej. No , ale bez przesady . Czasem naprawdę warto zebrać się na odwagę usiąść i porozmawiać. Przecież wymiana myśli jest bardzo dobra . Przede wszystkim widzisz reakcje drugiej osoby.

Cenię sobie smartfona za to że mogę porozmawiać w każdej chwili z rodzicami którzy są daleko , z przyjaciółmi z Polski , że jestem w stałym kontakcie . Możemy pisać widzieć się , kiedy tylko chcemy I mamy czas oraz ochotę I to naprawdę jest świetne. Smartfon służy mi za nawigację, mogę komuś coś na nim pokazać i szybko znaleźć jakąś informację. Super. Lecz ten dar techniki nie zastąpi mi tej drugiej osoby tak naprawdę . Tych spotkań w realu. Czasem patrząc na otocznie myślę, że mialam szczęście wychowując się w latach 80|90 ponieważ większość czasu spędzałam na dworze z koleżankami , kolegami i świetnie sobie organizowaliśmy czas . A może dzięki temu też niektóre przyjaźnie przetrwały do dziś.😉

Udzielanie rad….

Powiem szczerze że jak ogólnie lubię Zimę, to jakoś w tym roku wyjątkowo nie mogę doczekać się Wiosny. Ten weekend w Berlinie mieliśmy pochmurny ,więc szary bury , więc nie zachęcał zbytnio do niczego. Pogoda , rozmowy z przyjaciółkami skłoniły mnie do przemyśleń. Ta…, i jak zwykle pewnie nie są te płytkie przemyślenia.

Cóż …, zawsze tak było że moi znajomi , przyjaciele prosili mnie o rady. Spoko jak tylko mogę, to staram się pomóc, wysłuchać, pomilczec albo w miarę mądrze doradzić ,czy poprostu powiedzieć co myślę. Przecież w większości przypadków tak jest , że człowiek patrząc z boku na jakąś sytuację ma możliwość widzieć ją z zupełnie innego punktu widzenia, niż osoby zaangażowane emocjonalnie . Oczywiście cieszę się kiedy mogę komuś w jakiś sposób pomóc. Tylko tak naprawdę łatwo nam komuś doradzać, powiedzieć jak ktoś powinien postąpić. A wiadomo że łatwiej jest powiedzieć niż zrobić. Choć patrząc z boku na coś, to może się wydawać wszystko takie proste. Sama słucham rad i wiem, że niektóre rady wprowadzić w czyn jest bardzo trudne , a przynajmniej nie takie proste jak można by się tego spodziewać. Choc oczywiście człowiek stara się jak może. Dlatego doradzając komuś staram się wczuć w położenie osoby potrzebującej rady. Niestety bardzo często osoba doradzająca nie umie stanąć w położeniu tej osby co potrzebuje rady . I często potem jest zdziwienie , że no jak to mówiłam Ci jak masz postapić a Ty dalej nic… , przecież ja na Twoim miejscu dawno bym tą sprawę załatwiła . No właśnie , ale nikt nie jest na moim miejcu…..

Tak tak łatwo nam oceniać, doradzać komuś . A jeśli coś dotyczy nas osobiście? Tu już nie jest tak łatwo . Czasem ciężko jest podjąć właściwą decyzję. Czy właściwą? Raczej, nigdy tego chyba do końca nie wiesz czy ta będzie akurat właściwą ,czas potem pokazuje czy była dana decyzja dobrą. Jeśli jeszcze zaangażowani jesteśmy w coś emocjonalnie już calkowity klops. Ciężko czasem jest dobrze ocenić sytuację. Emocje często biorą jednak górę. Życie w jakiś sposób cały czas nas egzaminuje. Czy wychodzimy z tego egzaminu zwycięsko …, róznie bywa. A ja się cały czas uczę…, a przecież jestem już dojrzałą kobietą, i mam jakieś doświadczenie życiowe pewnie nawet dość spore. Kiedyś zdarzało mi się, że podejmowałam decyzje pod wpływem emocji. Dziś owszem targają mną emocje w wielu przypadkach też mam ochotę trzy razy wyjść z siebie i zrobić coś pod wpływem emocji danej chwili , lecz jeśli muszę powiedzieć ostatnie słowo, to staram się jednak uspokoić, ochłonąć, może przespać się z tematem i na drugi dzień przemyśleć jeszcze wszystko na spokojnie , spojrzeć chłodnym okiem z boku i dopiero podjąć jakieś kroki. Uczę się też cierpliwości. No zawsze byłam dość cierpliwa a przynajmniej do pewnych osób, i naprawdę dobrze mi trzeba było wejść na głowę abym zareagowała odpowiednio. Choć były i takie sytuacje że jak już wyprowadził mnie ktoś z równowagi, to reagowałam szybko, bo coś tam, bo byłam zła , a dziś widzę że umiem poczekać . Choć cala się w środku gotuje , to jednak staram się poczekać jak ochłonę .

Zazwyczaj jestem dość zamknięta w sobie i nie wpuszczam do swojego życia nie proszonych gości. Ha ha ha, ktoś by mógł się zapytać;

No jak to? Agata przecież Ty piszesz Bloga więc wszyscy czytają Twoje wpisy , i idzie to w świat . A więc Ty zamknięta w sobie , no weź nie gadaj…

No tak tylko, że owszem zakładając tą witrynę i Bloga zdawałam sobie sprawę z tego że moje wpisy może czytać każdy . Zresztą sama je udostępniam . Tylko jeśli piszę jakiś tekst tutaj , to naprawę pięć razy się zastanowię co chcę napisać, i ile chcę pokazać siebie . A więc wszystko pod kontrolą .

Bardzo ciężko też jest u mnie z zaufaniem do kogokolwiek , dlatego jest tak , że ja przeważnie właśnie doradzam wszystkim , a mi ktoś bardzo rzadko doradza . Wgląd do mojego prywatnego życia mają tylko nieliczne osoby , i wiedzą to co czuję czy przeżywam. No cóż  nikt za mnie życia nie przeżyje ,( zresztą za nikogo z nas ) , więc nie jest lekko. Od wielu lat podejmuje wszelkie decyzje te ważne i mniej ważne sama i wiem , że jest to bardzo trudne a na dłuższy okres czasu nawet dość męczące . Każda decyzja pociąga za sobą splot jakiś zdarzeń oraz konsekwencji . Hmm dziś jestem tu gdzie jestem dzięki takim a nie innym decyzjom. Nie wiem co by było gdybym w niektórych sytuacjach zareagowała inaczej , powiedziała co innego lub poszła inną drogą . Pewnie by było zupełnie inaczej…

Czy żałuję czegokolwiek ?

Oczywiście popełniłam mnóstwo błędów , i zdaje sobie z tego sprawę ,że cały czas je dalej popełniam . Jednak z większości upadków staram się jednak wyciągnąć wnioski ,refleksje oraz naukę . Życie cały czas daje mi jakąś lekcję … dlatego gdy zdarzy mi się potknąć wstaje z godnością otrzepuje się i maszeruję dalej.

A jak jest z Tobą czytelniku czy Ty chętnie słuchasz rad ? Starasz się wczuć w położenie innych ? Liczysz się z uczuciami drugich ? Umiesz wyciągnąć wnioski z lekcji jakie daje Ci życie ? Czy często powtarzasz te same błędy ?

Czego sie boisz ?

Czego się boisz ?

Tak naprawdę każdy z nas się czegoś boi , i chyba nie ma takiej osoby która by się czegoś nie bała. Wszyscy mamy jakieś fobie. Ja chociaż sprawiam wrażenie silnej osoby też mam takie rzeczy których się obawiam . Dla kogoś może , to małe rzeczy .. a dla mnie … .

  • Pająki
Pierwszą rzeczą którą się boję to są pająki. No tak właśnie pająki. I myślę , że tak naprawdę bardzo dużo osób tak ma że właśnie boi się tych stworzonek.
Tak naprawdę nie wiem dlaczego tak mam. Żaden pająk mi przecież nic nie zrobił. Dziś i tak już jest lepiej pod względem moich fobii pająkowej, naprawdę. Kiedyś kolega wpadł na pomysł , że pomoże mi tą moją bojaźń przezwyciężyć , a że miał Tarantulę więc mi ją przyniósł i kazał potrzymać na ręku. Ok zrobiłam to, ale niestety nic mi to nie pomogło. Dziś może nie paraliżuje mnie aż taki strach przed pająkami , ale naprawdę jak dziś widzę pająka to obserwuje go . Przez prawie wszystkie wakacje jeździłam pod namiot więc w lesie są pająki, a szczególnie w kibelkach. Dlaczego akurat te ,,dziady,,  wybierają sobie kibelki aby w nich siedzieć ?  Ostatnio jak pływałam jachtem , to miałam taką sytuacje , że w którymś tam porcie jak poszłam  pod prysznic , to tam była dosłownie plaga pająków. I to były różne pająki. Duże , małe, czarne, włochate . Skupisko ich było tam dlatego ponieważ przy prysznicach były pootwierane okna i zapalone światło . Dlaczego akurat musieli damskie prysznice i toalety zrobić przy oknach? Faceci zawsze mają lepiej tam gdzie oni mieli prysznice i kibelki nie było pająków. No z kąpieli nie zrezygnowałam, ale to był naprawdę hard kor z mojej strony. Wymagało to dużej odwagi z mojej strony. Myłam się i je cały czas obserwowałam. Tak samo tam było w kibelkach. W damskich to już było naprawdę ich zatrzęsienie . Wiem , wiem , że niektórym to może wydać się śmieszne , ale ja tak po prostu już mam.   Kiedyś zamiast pająka pod namiotem  po prostu trzepnąć jakimś butem lub go złapać w słoik i wypuścić, to ja walczyłam z nim wiosłem od pontonu. Tak wiosłem , takie miałam pomysły.
  • Jak byłam mała to bałam się ciemności… choć chyba nie do końca , to jednak tak…

Z tą ciemnością to miałam tak , że zasypiałam przy zapalonej lampce. Myślę , że nie mogę w sumie powiedzieć że boję się ciemności , ale nie lubię chyba do dzisiejszego dnia jak jest ciemno jak w d… u murzyna. Jestem wcześniakiem sześcio miesięcznym,  i już w inkubatorze miałam wiecznie widno. Jak mnie rodzice zabrali ze szpitala do domu, to nie rozróżniałam dnia od nocy , i właśnie w nocy dawałam im w kość. Chodzili przeze mnie jakiś czas na rzęsach w dzień. W mieście mamy w nocy dość jasno ponieważ są różne światełka latarnie itp. Przyznam się , że nie lubię zasypiać u rodziców w domu ma mazurach ponieważ tam jak się zgasi światło, to dopiero jest ciemnica .

  • Boje się utraty bliskich

Chyba każdy z nas boi się , że straci ukochaną czy bliską nam osobę tak bez powrotnie . No i co… , mnie to spotkało. Ponieważ nagle , w najmniej oczekiwanym momencie umarł mój mąż. Jak byliśmy razem , to w jakiś sensie nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Bo dużo rzeczy ogarniał. Ja byłam małolata przy nim , dzieliło nas 8 lat , i totalnie inaczej myślałam oraz podchodziłam do życia jak on. Z małym dzieckiem , w obcym kraju ,  zostałam sama i trzeba było w końcu na poważnie zacząć żyć i ogarnąć mnóstwo spraw , jak rachunki , przeprowadzkę , sprawy urzędowe , zakupy przedszkole ,potem szkołę dla córki. Uporać się z tragedią , żałobą, samotnością, swoją traumą i zacząć wszystko od początku , żyć dalej. Czasem człowiek myśli , że nie da rady lub nie wyobraża sobie życia bez czegoś lub kogoś , a potem jak przychodzi ciężka sytuacja to okazuje się że jednak można….   Wiem że ja mam silny charakter , i może to bardzo mi pomogło i spowodowało że podniosłam się .Zresztą nie miałam czasu aby upaść czy pokazać słabość tak naprawdę. Lecz ja tylko wiem ile to wszystko mnie kosztowało.

Dziś nie wyobrażam sobie tego aby mojej córce się coś stało. No , ale jestem rodzicem i to jest zupełnie normalne. Chyba jedną z najgorszych rzeczy jest to , jak rodzic żyje dłużej od swojego dziecka .

Mam też wiekowych rodziców już . I powiem szczerze , że też nie wyobrażam sobie aby ich stracić. Mieszkamy od siebie daleko , i mieliśmy w życiu różne chwile , te lepsze i te gorsze . Lecz jesteśmy ze sobą cały czas w kontakcie , oraz bardzo zżyci . Bardzo ich kocham . Oczywiście czasem możemy mieć zupełne inne zdanie , czy poglądy. Czasem mogą nie podobać mi się ich rady , czy totalnie mogę się z nimi nie zgadzać w jakichś kwestiach . Lecz dziś nie wyobrażam sobie aby ich zabrakło .   Po prostu NIE.

  • Choroba , wypadek….

Tak… , dziś moja córka jest dorosła , ale jak była mała , a ja zostałam sama , to bałam się tego że może coś się stać i nie zdążę jej wychować. Obserwując znajomych , to co mnie spotkało …., dziś jesteś zdrowa ,a za chwilę może okazać się że jesteś chora , czy wypadek cokolwiek i może cię nie być . Życie jest kruche . No , ale tutaj nic się złego nie stało , i tu moje obawy były oczywiście bez podstawne . Karolina chyba też przez kilka lat swojego życia bała się tego , bo jak musiała zostać sama w domu ponieważ nie mogłam ją ze sobą zabrać a była na tyle duża aby już sama pobyć w domu . To przez długi czas jak wychodziłam to pytała się czy na pewno wrócę.

  • Starość

Nie mogę powiedzieć tego , że boję się starości, Może raczej tego , że kiedyś jak będę miała 80siąt to zostanę kompletnie sama , i nie będzie się miał kto mną zająć? Wiem , że są domy starców czy opieki . Lecz chyba nikt z nas tak naprawdę nie chciał by się tam znaleźć. A jeśli już to czy starczy mi środków finansowych aby móc ewentualnie z takiej pomocy skorzystać? No i aby nie dopadła mnie Demencja … jeśli bym była sama to abym trafiła do domu później. Mam nadzieję , że do końca będę sprawna umysłowo oraz fizycznie i że moje obawy tu się nie sprawdzą.

  • Inne

Oczywiście jest jeszcze wiele rzeczy których się obawiałam czy obawiam . Lecz w tym wpisie wspomniałam chyba o takich najważniejszych .

Codziennie rano wstaję z dobrym nastawieniem i biorę życie takie jakie jest w swoje ręce. Moje obawy uzasadnione czy nie , nie zabierają mi snu z powiek. Każdy z nas ma jakieś obawy i na pewno się czegoś boi , i to jest zupełnie normalne . Ważne jest aby te różne fobie nas nie przerosły oraz aby nie robić z tego problemu.

A Ty czego się boisz ????

Listy , liściki , maile i wiadomości sms

Pisanie listów
Dziś już pisanie listów poszło w zapomnienie . A szkoda ponieważ ja lubiłam pisać listy. Jak miałam czas , to starałam się zawsze szybko odpisać nadawcy . I potem te czekanie na odpowiedź i zaglądanie do skrzynki. A jak już list przyszedł , to ta radość . Otwieranie koperty i czytanie. To naprawdę było super i miało swój urok . Miałam kilka takich koleżanek , kuzynkę, rodzinę z którymi dość regularnie wymienialiśmy się korespondencją . A jak już napisana była odpowiedż to trzeba było też się przejść na pocztę , czy do kiosku po znaczek pocztowy i ,wysłać lub wrzucić do specjalnej skrzynki ten list przy Poczcie aby poszedł . Mimo tego , że wymagało to trochę zachodu z naszej strony , ale się opłacało .
Jeszcze na samym początku jak przyjechałam do Niemiec , to pisałam listy z kilkoma osobami. Potem już listy wyparły e-maile i technika . Kartki pocztowe też były fajne. Powiem szczerze , że moja córka chyba napisała metodą tradycyjną z dwa listy , ale to było jeszcze jak chodziła do szkoły podstawowej , potem też już niestety komputer wyparł tą formę .
Poczta elekroniczna , szybka i wygodna
Szybka i wygodna , no tak …, do napisania maila nie potrzeba była kartka, długopis , koperta , znaczek i jeszcze iść na pocztę aby wysłać list. Tu potrzebny tylko sprzęt i internet . Klikamy wyślij i odbiorca otrzymuje korespondencje natychmiast . Pytanie tylko jak często zaglądał ktoś do poczty jeszcze kilka lat temu . Dziś przecież zaglądmy na bierząco. Mamy wszystko w telefonie .Oczywiście jak ja już przerzuciłam się na maila , to na początku było to fajne, bo inna forma . Lepsza . Dziś maile są dla każdego rzeczą normalną i oczywistą, , korespondujemy ze znajomymi , pracodawcą , sklepami , urzędami itd.
Komunikatory …
Choć z tą korespondencją ze znajomymi , to cóż może nawet już nie korzystamy tak często z poczty elektronicznej jak z komunikatorów typu: messenger , whats app , vibera i innych. Powiem szczerze , że sama już rzadko piszę maile . Często korzystam właśnie z wszelkich dostępnych komunikatorów. Ta forma komunikowania się jest fajna . Tylko wydaje mi się, że w mailu jednak więcej mogłam przekazać niż przez whats app . Chodzi mi o to , że jak siadłam do maila czy napisania listu , to nie dość że więcej napisałam, niż przez komunikator. Jakieś moje przemyślenia , po prostu bardziej wgłębiałam się w temat , czy zastanawiałam się co chcę napisać i co chcę przekazać danej osobie . A na komunikatorze to często pada jakieś pytanie , odpowiadam szybo i już . Jak potrzeba wysyłam zdjęcie , pliki , dokumenty. Ok super , bo ja pamiętam jeszcze jak wchodziły komórki to mogłam pisać SMS-y , które miały ograniczoną ilość znaków do 160. No, ale wtedy pisanie SMS-ów , sprawiało frajdę . A niektóre wiadomości były naprawdę treściwe . No, ale technika idzie do przodu mamy coraz więcej możliwości. I to jest super naprawdę . Dziś z sentymentem wspominam pisanie listów drogą tradycyjną . Pocztówki z wakacji ,czy na inne okazje też już bardzo rzadko są wysyłane . A jak takowa znajdzie się w skrzynce na listy , to jest ogromne zdziwienie, że ktoś w ogóle coś wyśle taką drogą , a nie elektroniczną . Kartki papierowe mają swój urok ,no i na pewno robi to lepsze wrażenie niż obrazek na ekranie laptopa , monitora , smart-fona lub tabletu.
Pisanie tekstów, krótkich wiadomości tekstowych..
Szczerze od dłuższego czasu sama wolę napisać tekst na laptopie , tablecie lub telefonie . Moje ręce już tak odzwyczaiły się od długopisu , że zapiszę połowę kartki i już mnie ręka boli. Smutne , ale prawdziwe . No ale to wiadomo dlatego , że mało piszemy recznie . Mam tylko nadzieję , że nigdy nie utracimy zdolności pisania dlugopisem . Choć może kiedyś przyjdą takie czasy , że dzieci nie będą musiały uczyć się pisania . Tylko od razu będą uczyć się na klawiaturze .Choć wiele rodziców właśnie robi taki błąd wychowawczy. Chcąc mieć spokój dają dzieciom tableta i to już takiemu dwu latkowi . No i to, chyba najgorsze co można zrobić . Dziecko zamiast rozwijać się już od maleńkości siedzi z głową w tablecie. Nie jeden 4 latek czy 5 cio latek wie więcej już o technice co nie jeden dorosły. Niestety pewne badania naukowe wykazały że te dzieci co miały właśnie od najmłodszych lat styczność z rzeczami elektronicznymi potem ciężko radzą sobie z nauką pisania . Mają problemy z utrzymaniem długopisu w ręku itd . Ciekawe co, ale naprawdę jakie to smutne . Rodzice często nawet nie wiedzą jak krzywdzą swoje dzieci za szybko dając im smarfona czy tableta do zabawy. A więc rodzice chrońcie swoje dzieci jak najdłużej przed rzeczami elektronicznymi. Wystarczy że my dorośli , w każdej wolnej chwili mamy zwrócone swoje oczy w ekrany smarfonów. Ja sama widzę po sobie że smartfon stał się nie odłacznym gadżetem w moim życiu . Ponieważ bardzo dużo rzeczy na nim robię , więc często mam go w dłoni . Nawet niektóre wpisy na bloga piszę na telefonie …. .

A czy Ty lubiłaś , lubiłeś pisać listy?
Nie brakuje Ci tego czasem ?